Ucieczka z Dannemory – recenzja miniserialu – Plan doskonały?

Po nowy serial stacji Showtime podszedłem z pewnym zaciekawieniem, co do tego, jaki kierunek obierze. Zwłaszcza że materiały promocyjne nie zdradzały w tej kwestii zbyt wiele. Ucieczka z więzienia natomiast może stanowić dobre tło dla różnych stylów od generycznego akcyjniaka, przez anty-heist movie, po pełnokrwisty dramat.

Ucieczka od zwyczajności

Ucieczce z Dannemory zdecydowanie najbliżej do tej ostatniej kategorii, ale w nieco inny sposób niż mogłoby się wydawać. W ogóle produkcja ta przyniosła kilka zaskoczeń, zaczynając od reżysera. Bena Stillera można lubić lub nie, ale pewne jest, że kojarzył się dotąd zdecydowanie, z lekkimi komediami. Tym samym próba nakręcenia tzw. jakościowego serialu z cenioną obsadą mogła nie tylko dziwić, ale i budzić uzasadnione wątpliwości. Będąc po seansie całości, jestem jednak pełen podziwu i zwracam honor. Dostaliśmy pozycję co najmniej udaną.

Escape at Dannemora
Źródło: Showtime

Wracając do początku, nie jest to kolejny więzienny dramat próbujący zilustrować społeczność zakładów karnych i jej bardziej i mniej oficjalne reguły, stawiając głównych bohaterów w ciężkiej sytuacji życiowej. Nie znaczy to oczywiście, że nie poświęcono pewnej ilości czasu antenowego tamtejszej codzienności, konfliktom między osadzonymi i układom ze strażnikami. Temat zostaje jednak raczej liźnięty na tyle ile potrzeba. Ba, nawet samą ucieczkę spycha się  na dalszy plan. Główne skrzypce gra tu tak naprawdę miłosny trójkąt i zarysowanie psychologii jego uczestników. Nie dzieje się to bez powodu.

Escape at Dannemora
Źródło: Showtime

Idealnie zaplanowane

Takie działanie bowiem narzuciły prawdziwe wydarzenia, którymi twórcy się inspirowali. Kilka lat temu bowiem mogliśmy usłyszeć w wiadomościach o spektakularnej i dość nietypowej ucieczce z pilnie strzeżonego więzienia w stanie Nowy Jork. Główni bohaterowie, skazani na dożywocie Richard Matt i David Sweat, by zrealizować swój plan, uwiedli więzienną szwaczkę, Tilly Mitchell. I nie jest to żaden spoiler, bo w tej kwestii karty zostają odsłonięte niemalże na początku. Ucieczka z Dannemory może okazać się dla niektórych ciężka do przetrawienia, właśnie dlatego, że niemalże od razu wyznacza główny kierunek wydarzeń, a potem dzieje się nie wiele.

To nie jest thriller, dający przyjemność z weryfikowania swoich tropów co do zwrotów akcji z rzeczywistością. Akcja rozwija się dosyć powoli, stawiając na interakcję i rozwijanie relacji między tą trójką. Sporą część także poświęcono życiu Tilly poza pracą, pozwalając zrozumieć w pewien sposób, co mogło skłonić ją do takiej decyzji. Osobiście, jak najbardziej pochwalam skupienie się przez lwią część akcji właśnie na psychologii bohaterów. W innych historiach często można poczuć brak tak dogłębnego wgryzienia się w poszczególne charaktery.
Niestety taki zabieg narracyjny ma też pewną wadę. Ucieczkę z Dannemory stworzono przede wszystkim pod tzw. binge watching. Produkcja jest jedną z tych, które sprawiają w zasadzie wrażenie długiego filmu nie tylko z powodu tempa, ale i samego rozplanowania wydarzeń. W przypadku seriali Netflixa, które udostępniane są naraz w całości, nie jest to tak duży problem. Gorzej właśnie, gdy tak jak tu otrzymujemy jedynie pojedynczy odcinek na tydzień. Przerwa zwyczajnie jest sztuczna i nie służy poznawaniu historii. Mam wrażenie, że większość osób, które oglądały na bieżąco, obejrzą całość jeszcze raz na kilka dłuższych posiedzeń.

yH5BAEAAAAALAAAAAABAAEAAAIBRAA7 - Ucieczka z Dannemory –  recenzja miniserialu – Plan doskonały?

Życiowa historia

Tym, co stanowi największą siłę Ucieczki z Dannemory, są właśnie rewelacyjnie zarysowane osobowości. Bez tak ciekawie napisanych bohaterów, koncepcja serialu nie miałaby szans wypalić. Na szczęście główny duet więźniów, Richard i David, których zagrali odpowiednio Benicio Del Toro i Paul Dano, zyskuje uwagę widza już od pierwszych minut.
Dwa odmienne charaktery tajemniczego, zimnego człowieka muszą ze sobą współpracować, ale nie jest to prosta konfrontacja na zasadzie buddy movie. Epatujący tajemniczą grozą i  po przejściach, postawieni są przed potrzebą kooperacji. Różnice więc służą temu, by inne było też ich podejście do prac nad ucieczką oraz więziennego życia. Umiejętne nakreślenie postaci, sprawia, że oglądanie ich poczynań to czysta przyjemność. Może i nie są jakoś specjalnie w tym skomplikowani, ale jak najbardziej zagrani na mistrzowskim poziomie. Udało się osiągnąć ten poziom wciągnięcia, kiedy widz kompletnie zapomina, iż śledzi losy groźnych przestępców. Kwestia ta wybrzmiewa mocniej dopiero bliżej końca niż początku, gdyż wcześniej po prostu nie ma żadnego znaczenia dla fabuły.

Jednak nawet ta dwójka blednie w obliczu Tilly. Patricia Arquette kradnie każdą minutę, w której się pojawia i ma mocne szanse na wszelkie nagrody za najlepszą rolę żeńską. Można powiedzieć, że dała się do serialu pięknie oszpecić charakteryzacją i przytyć, ale świetnie wpisuje się w rolę naiwnej, rozczarowanej swoim małżeństwem krawcowej z prowincji. Postać bez wątpienia, trudna do zagrania i z najbardziej rozbudowanym tłem. To właśnie jej relacje z osadzonymi tworzą najbardziej interesującą część historii. Z czego wynikały jej stosunki z więźniami? Czy to jakaś forma zauroczenia, czy może faktycznie liczyła na coś więcej?

Ucieczka z Dannemory
Źródło: Showtime

Bardzo dobrze, lecz zawsze jest „ale”

Mimo świetnej gry aktorskiej i umiejętnego napięcia, mam jednak pewne zastrzeżenia co do poprowadzenia serialu. Owszem, długie sceny dialogów potrafiły zaciekawić, lecz nie mogę pozbyć się wrażenia, że nagromadzono nieco zbyt wiele scen skupiających się na planie wydostania się z więzienia. Jasne, kopanie tuneli i kreatywne pozyskiwanie narzędzi ma swój urok i klimat, ale czasem jest tego za dużo i sprawia uczuciefeelera. Zwłaszcza że choć odpowiedzialna za zdjęcia Jessica Lee Gagné wydaje się mieć naprawdę bardzo dobre oko, co do przedstawiania serialowej przyrody, krajobrazów i miasteczka, to jakoś brakło mi ciekawego ukazania więzienia przed kamerą. Wyjątkiem jest znakomita scena w tunelach z początku piątego odcinka, będąca też najlepszym przebłyskiem reżyserskim Stillera w całości. Dynamiczną sekwencję, przedstawiono w dużej części z perspektywy pierwszej osoby, od razu budząc skojarzenia z klasycznymi, korytarzowymi grami komputerowymi. Taki nieoczywisty zabieg nadaje pewnego powiewu świeżości.

Ucieczka z Dannemory okazała się  solidną propozycją na zakończenie zeszłego roku bądź właśnie rozpoczęcie 2019. Najlepiej bowiem ją wciągnąć jednym tchem i dać się pochłonąć historii o zaniedbaniach w funkcjonowaniu zakładu karnego, dopiętej na ostatni guzik ucieczce, ale przede wszystkim o nietypowym romansie. Jeszcze raz podkreślę, że spośród całej świetnej obsady, Patricia Arquette po prostu lśni. Cieszy mnie, że wątek jej postaci nie został spłycony do tabloidowych historii, których pełno było w 2015 roku, kiedy to przedstawione wydarzenia miały miejsce. Mimo to czuć, że pewne kwestie mogły zostać lepiej poprowadzone, bo choć serial daje satysfakcję z oglądania, to w żadnym momencie nie zrywa kapci z nóg. Nie zmienia to jednak w najmniejszym stopniu faktu, że jest pozycją, z którą jak najbardziej warto się zapoznać.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.