Moje nadzieje rosły z odcinka na odcinek. Początek serialu Rojst zachwyca umiejętnie rozwijaną fabułą i nienachalnym sposobem prowadzenia wątków pobocznych względem tego głównego. Niestety w tym miejscu, jak się pewnie domyślacie, wyskoczę z pewnym „ale”, które to nieco popsuło mi przygodę ze wspomnianym tytułem i zaważyło na odbiorze całości.

Pośpiech jest złym doradcą

Dwa ostatnie odcinki serialu Rojst przyniosły rozwiązanie sprawy samobójstwa Justyny i Karola. Bardzo brutalnie i chyba zbyt szybko twórcy rozprawili się z tym wątkiem. Odniosłam wrażenie, że został on wymyślony tylko po to, by rzucić cień podejrzeń na ojca dziewczyny i uwydatnić jego związki z Wanyczem. Chociaż nie wiem, czy „uwydatnić” to dobre słowo, biorąc pod uwagę fakt, że ten element fabuły dość gładko pominięto. Jedna wymiana zdań bohaterów, w trakcie dziennikarskiego śledztwa, na temat mrocznej przeszłości obu panów i tyle.

Rojst

Źródło: Wykop

Czy Holoubka gonił czas? Świadczyć może o tym tempo dwóch ostatnich odcinków, w które wkrada się chaos. Widoczny stał się pęd ku rozwiązaniu wszystkich zagadek, by stworzyć spójny fabularnie obraz. Według mnie w tym szaleństwie nie tkwiła metoda, a przepis na zamotanie widzów. Kluczenie między podejrzanymi o dokonanie zbrodni morderstwa na Grochowiaku i hotelowej prostytutce było ciekawe dopóty, dopóki swobodnie przeskakiwało z odcinka na odcinek. Umieszczenie wszystkich domysłów oraz ostatecznego rozwiązania w jednym wcale nie wpłynęło na udaną kulminację, a raczej przytłoczyło widza.

„To wszystko przez ten las”

Las na Grontach od pierwszych odcinków owiany był aurą tajemnicy i grozy. Poczynając od intro, przez kolejne zakręty fabularne, do smutnego finału. Moim problemem z tym motywem jest to, że w zasadzie mogłoby się bez niego obejść. Gdyby pozbawiać Rojst tych wszystkich mistycznych odniesień, fabuła wiele by nie straciła, gdyż wszystkie drobiazgi i „smaczki” pozostają albo bez rozwiązania, albo nie łączą się precyzyjnie z najważniejszą zagadką każdego kryminału: „kto zabił?”. Zatem, po co? Po co umieszczać tego typu elementy właściwie na sam koniec? By dodać grozy, smaku? Kochani twórcy – reżyserowie i scenarzyści popełniono brutalne morderstwo, a w trakcie śledztwa okazało się, jak głębokie jest tytułowe bagno – czy to nie wydaje się wystarczająco mroczne?

Wpadli tylko na chwilę

Bardzo żałuję, że Piotr Fronczewski i Wojciech Machnicki nie pojawiali się częściej. Obie kreacje postrzegałam jako niezwykle udane – tajemniczy, ciekawi i usytuowani jakby obok całego ciągu zdarzeń, a jednak wywierający wpływ na głównych bohaterów i na to, jak ich odbieramy. Zdecydowanie odczuwam niedosyt, bo – o dziwo – Zarzycki senior wydał mi się dużo bardziej intrygującą postacią niż jego syn, do którego sympatię traciłam stopniowo od samego początku.

Rojst

Źródło: Spider’s Web

Szkoda, że tak mało dowiedzieliśmy się o Haśniku (Marek Dyjak). Chociaż okazał się dosyć kluczowym bohaterem i fabuła przez długi czas zwracała się ku niemu, jako potencjalnemu mordercy, to jednak myślę, że można było pokusić się o więcej.

Kilka rzeczy było na swoim miejscu

Nadal pozostaję pod wrażeniem zdjęć i oddania nastroju minionych czasów. Nie przesadzono, nie zachłyśnięto się ikonicznością epoki, a raczej czerpano z jej klimatu. Chylę czoła przed Arturem Reinhartem i Bartłomiejem Kaczmarkiem, którzy w tak niezwykły sposób uchwycili piękno tej brzydoty.

Rojst

Źródło: Spider’s Web

Nadal jestem zdania, że produkcje takie jak Rojst wyznaczają bardzo dobry kierunek dla polskiego kina. Wciąż z uporem wystrzegam się porównań do klasyków (Twin Peaks, Fargo) czy udanych debiutów pokroju Dark. Doceńmy wreszcie coś swojego i przestańmy się oglądać na innych. Mamy bardzo silne podstawy do tworzenia ciekawych, niezależnych produkcji o naprawdę wysokiej jakości. Odstąpienie od wałkowania komedii romantycznych to pierwszy krok. Rojst niech będzie drugim i czekamy na więcej.