Wanderlust – recenzja serialu – czyli od seksu do seksu

Wanderlust to sześcioodcinkowa nowość na Netflixie dostarczona przez BBC, adaptacja sztuki teatralnej Nicka Payne’a. To opowieść o małżeństwie Richardsów, których powoli zaczyna frustrować proza życia wynikająca z ponad dwudziestoletniego stażu małżeńskiego albo raczej nudnego życia łóżkowego. Poniżej Wanderlust – recenzja serialu, który w swojej normalności, jest jednak inny niż inne. 

 

Dobre złego początki

Zapowiada się świetnie, bo i obsada jest świetna. Poznajemy Joy (Toni Collette), jej męża Alana (Steven Mackintosh) oraz dzieci Toma, Naomi i Laurę. Głównym wątkiem są seksualne eksperymenty małżeństwa, ale w tle kreują się też historie intymne młodszych członków rodziny. Joy jest psychoterapeutką. W pracy zawodowej radzi sobie całkiem nieźle. Gorzej z jej życiem prywatnym. Poznajemy ją, gdy dochodzi do siebie po wypadku rowerowym.

Uświadamia sobie, że nie jest zadowolona ze swojego życia seksualnego. Mówi o tym mężowi. Zresztą chyba nawet bez słów oboje uważają to samo. W pewnym momencie, równolegle, nic o tym nie wiedząc, nawzajem się zdradzają. Jak na psychologa w związku przystało, postanawiają ze sobą porozmawiać i ustalają, że powinni otworzyć się na seks z innymi. Warunek jest jeden – nic emocjonalnego – tylko seks.

Wanderlust - recenzja serialu
Wanderlust – recenzja serialu, Źródło: bbc

Co jeszcze musimy wiedzieć o seksie?

I jak łatwo się domyślić, to oczywiście się nie udaje. Zwykle takie działania to gotowy przepis na porażkę. Bo Alan bardzo szybko zakochuje się w swojej kochance Clare Pascal (Zawe Aston), która, aby utrudnić i powiększyć komplikacje, jest jego koleżanką z pracy. Ale to nic. To przecież nic nie szkodzi. Małżeństwo godzi się na taki byt. Ona będzie skakać z kwiatka na kwiatek, a on będzie miał emocjonalny romans z koleżanką, bo na koniec dnia i tak wylądują razem w łóżku, szczęśliwi i pragnący siebie nawzajem. Gorzej, jeśli do tej mieszanki dołączy były „highschool sweetheart” głównej bohaterki. Wybuch gwarantowany.

Wanderlust - recenzja serialu
Wanderlust – recenzja serialu, źródło: Independent

A w tle cały czas przewijają się klienci Joy. Z jednej strony widać, że jest całkiem dobra w swojej pracy, widać, że stara się oddzielać ją od swojego życia, a z drugiej strony jedna para zarzuca jej hipokryzję – bo oczywiście o podwójnym życiu wiedzą wszyscy. Nie jest to żadna tajemnica. Ma różny przekrój klientów. Jednym z nich jest… przyszły facet jej córki. Ale przecież nie może z nią o nim porozmawiać.

 

Urocze są również pierwsze przygody damsko-męskie nastoletniego syna czy rodzące się uczucie między drugą, ledwo dorosłą córką a… sąsiadką, która właśnie się rozwodzi. Ogólnie zdecydowana większość serialu dotyczy seksu lub miłości. Seksu, który ma być lekarstwem na naprawdę związku, ale jak się później okazuje – wcale nim nie jest.

Wanderlust - recenzja serialu
źródło: variety

Fabuła

Dobra obsada i świetny sposób ukazania dynamiki w serialu, ciekawie wplecione retrospekcje to naprawdę większość sukcesu. Bo niestety fabuła jest strasznie nudna. Monotonna. Nieciekawa. Tak naprawdę niewiele się w tym serialu dzieje. A najwięcej chyba podczas sesji samej psycholożki. Jeden odcinek bowiem poświęcony jest wyłącznie na rozmowy Joy ze swoją terapeutką. Z jednej strony – można przy nim prawie usnąć. Z drugiej – to wtedy wszystko składa się nam do kupy i pokazuje, dlaczego bohaterka jest taka, jaka jest.

Wanderlust – recenzja serialu

Patrząc jednak na to inaczej – jest to normalny serial o normalnych ludziach. W normalnych życiowych sytuacjach. Czy to nie musi być trochę… nudne? Czasem przecież tak nam brakuje właśnie tego typu historii.

A jak się kończy cała ta historia? Zobaczcie na Netflixie.

1 komentarz
  1. Michał pisze

    Pierwsze cztery odcinki oglądaliśmy z wielką przyjemnością i faktycznie zapowiadało się, że będzie to serial na przysłowiowy weekend. Niestety odcinek nr 5 wygląda jakby nakręciła go zupełnie inna ekipa. Straszne dłużyzny, brak akcji, zupełnie inny montaż niż wcześniej. Zamiast weekendu zrobił się tydzień, bo kilka dni pod rząd zasypialiśmy przy tym odcinku. Ostatni, szósty odcinek trochę lepszy, ale też odstaje od pierwszych czterech.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.