Opowieść podręcznej – recenzja 2. sezonu, czyli „Kiedy powiem sobie dość”

W czwartek zakończył się drugi sezon tego antyutopijnego hitu. Od tamtego czasu ostatni odcinek zatrzymał się w mojej głowie i co rusz zmusza mnie do refleksji. Mam ogromnie mieszane uczucia na temat jego ostatnich scen, bo z jednej strony był to epizod bardzo dynamiczny, ale z drugiej ciśnie się na język „ileż można”! Uwaga na spoilery. Przed Wami Opowieść podręcznej – recenzja.

Początki wyjątkowo obiecujące

Drugi sezon zaczął się bardzo obiecująco. Pierwsze odcinki można było oglądać z zapartym tchem i z wielką nadzieją obserwować ucieczkę June z Gileadu. Czujemy wielki zawód, gdy w brutalny sposób się jej to nie udaje. I wracamy do szarej rzeczywistości.

podr 1024x681 - Opowieść podręcznej - recenzja 2. sezonu, czyli „Kiedy powiem sobie dość”
Źródło zdjęcia: POPSUGAR

Widzimy Amerykę, a raczej właśnie Republikę Gileadzką w niedalekiej przyszłości. Spotykamy skrajnych religijnych fanatyków i nacjonalistów. Ludzi, których obecna rzeczywistość odmieniła o 180 stopni. Przypomnijmy – to świat, w którym chorobą cywilizacyjną jest niepłodność. Oczywiście obarcza się nią kobiety, podczas gdy w trakcie trwania serialu dowiadujemy się o pokątnych badaniach, z których wynika, że to niekoniecznie one są za tę sytuację odpowiedzialne. I mamy podręczne. Kobiety zmuszane do współżycia z wysoko postawionymi mężczyznami. I są one gwałcone co miesiąc, aż do momentu, w którym zachodzą w ciążę. Wtedy ich życie odmienia się znacznie – zaczynają być dobrze traktowane, bo w końcu noszą pod sercem wielki skarb. I w takim stanie zastajemy June (Elisabeth Moss), czy też Fredę, bo podręczne przybierają imiona „swoich panów”. Jest na gigancie, próbuje uciec. Pomaga jej w tym Nick (Max Minghella), biologiczny ojciec jej dziecka, o czym wiemy z pierwszego sezonu.

Fantastyczne retrospekcje

I to właśnie pierwsze odcinki brną błyskawicznie, przepełnione są akcją, cały czas coś się dzieje. Niestety to wszystko znika i akcja spektakularnie zwalnia. Od tego momentu największą zaletą serialu są retrospekcje, których w poprzednim sezonie nie otrzymaliśmy tak wiele. Te zasługują na uznanie, bo to właśnie dzięki nim zaczynamy rozumieć historię poszczególnych bohaterów i sposób ich działania.

opow - Opowieść podręcznej - recenzja 2. sezonu, czyli „Kiedy powiem sobie dość”
Źródło zdjęcia: Hulu

Dostajemy duży fragment o tym, jak wyglądało życie „przed Gileadem” Sereny (doskonała w tej roli Yvonne Strahovski) i Freda (Joseph Fiennes). Widzimy, że jest on taką trochę ślamazarą, którą żona pcha do działania, to ona początkowo nosi spodnie w tym związku. To dzięki niej Fred osiąga sukces. Widzimy, że jest to kobieta z ambicjami. Łatwiej nam potem zrozumieć, jak bardzo w jej życiu brakowało tylko jednego elementu – dziecka. I przeraża to, jak bardzo jest w stanie godzić się na obecną sytuację i zabrać sobie człowieczeństwo. W kolejnych odcinkach widzimy, jak Fred się zmienia i zamiast być kochającym poddanym mężem, staje się oprawcą, dla którego najważniejsza jest władza. A może naprawdę wierzy, że nowy świat jest dobry.

op - Opowieść podręcznej - recenzja 2. sezonu, czyli „Kiedy powiem sobie dość”
Źródło zdjęcia: Entertainment.ie

Dzięki retrospekcji poznajemy też lepiej Emily (Alexis Bledel). Widzimy jej synka i żonę i życie „przed erą Gileadu” – jest wykładowcą na uczelni, wysoko wyedukowaną kobietą. W drugim sezonie spotykamy ją w kolonii karnej, do której trafia po przewinieniach z pierwszego sezonu. Opiekuje się tam swoimi wspólniczkami niedoli. W późniejszych odcinkach trafia jako podręczna do przełomowego człowieka – komendanta Lawrence’a – osoby odpowiedzialnej za cały ten bałagan. Człowieka, który utworzył obecną rzeczywistość. Od razu wydaje się być facetem, którego przeraziło to, co zrobił i chce nieco naprawić świat. Wie, że Emily jest lesbijką i dlatego nie chce z nią uprawiać seksu. Łamie też chyba wszystkie zasady, między innymi u niego w domu wciąż słychać głośną muzykę. Finalnie – ratuje życie Emily, zamiast oddać ją na pożarcie strażnikom.

Jest nadzieja na lepszy świat?

lawr - Opowieść podręcznej - recenzja 2. sezonu, czyli „Kiedy powiem sobie dość”
Źródło zdjęcia: Daily Express

To właśnie on jest kluczową postacią w tym serialu, nadającą mu jednocześnie nieco optymizmu i wiary, że ten zły, brutalny świat da się jeszcze jakoś naprawić. Kluczową, mimo że praktycznie epizodyczną – pojawił się tylko w kilku fragmentach. Szczerze liczę na rozwinięcie jego wątku w kolejnym, trzecim sezonie.

Siła kobiet

Drugi sezon Opowieści podręcznej to głównie trzy kobiety – June, Emily i Serena. Ta ostatnia wyjątkowo dużo ucierpiała, mimo że jest przecież żoną ważnego komendanta. Najbardziej brutalna w swych konsekwencjach scena czytania – kto nie miał dreszczy? Wcześniej, gdy komendant był w szpitalu – ich wspólna z June współpraca na temat „reformowania” obecnego świata. Serena ma przecież możliwość ucieczki z tego koszmaru, podczas dyplomatycznej wizyty w Kanadzie. A mimo to tego nie robi. To wszystko doskonale się uzupełniało. A to, że finalnie June nazwała córkę tak, jak zrobiła to Serena (mimo że wcześniej nadała jej inne imię)? To gest bardzo dużej sympatii. Z jednej strony się nienawidzą, a z drugiej – wzajemnie się szanują.

Wielki zawód

dd - Opowieść podręcznej - recenzja 2. sezonu, czyli „Kiedy powiem sobie dość”
Źródło zdjęcia: Vulture

Ale potem dochodzimy do ostatniego odcinka. Odcinka, w którym pokładamy największe nadzieje. Obserwujemy kolejną szansę June na wolność. I to razem ze swoją córką. Widzimy już trzeci raz w tym sezonie próbę ucieczki. Widzimy, jak bardzo zorganizowane są Marty, jak z rąk jednej do drugiej June trafia w miejsce, które może odmienić jej życie na zawsze. I w momencie, kiedy myślimy, że teraz już musi się udać, ta oddaje swoje dziecko Emily i zostaje.

I frustracja

I to właśnie powoduje ogromne wkurzenie. I frustrację. Na usta cisną się niecenzuralne słowa. I pytanie – Dlaczego? Dlaczego nie wsiadła do tego samochodu i nie uciekła! Oczywiście scenarzyści argumentują to tym, że nie jest w stanie uciec bez swojego pierwszego dziecka. Ale dla mnie zdecydowanie nie jest to wystarczający argument! Przecież widząc, jak dobrze zorganizowane jest „podziemie Mart”, ratunek Hannah nie mógłby być tak trudny zza kanadyjskiej granicy, gdzie czeka na nią jej mąż i przyjaciółka. Innych powodów na to, by zostać – nie ma! I to nawet dla samych losów serialu – przecież trzeci sezon mógł opowiadać o walce z Gileadem. To po prostu nie jest logiczne.

Niedosyt

A tak? Zostajemy z ogromnym niedosytem i kolejną nieudaną ucieczką. I niezbyt poważną sceną wkładania na głowę kaptura, niczym Superman peleryny. Od razu na usta ciśnie się tytułowe „kiedy powiem sobie dość”, bo jak będą wyglądały losy June? Znów będzie Fredą i wróci do Waterfordów? To przecież już trzykrotnie odgrzewany kotlet. Czy widzowie będą mieć na tyle cierpliwości i nadal będą chcieli to oglądać?

Opowieść podręcznej – recenzja – podsumowanie

To, co ujmowało w tym serialu, to doskonała gra aktorska i to odnalezienie się poszczególnych aktorów w tak brutalnych i tak złych rolach. I wiele rewelacyjnych scen zmuszających do refleksji. Showmax miał też kilka fantastycznych akcji reklamowych związanych z serialem – z brutalnością słowa czy z brakiem dla niego wolności. Wszystko to sprawia, że na pewno obejrzę trzeci sezon, ale jeśli znów będzie się tam powtarzał wątek za wątkiem, to kolejny po prostu już nie będzie miał sensu.

Komentarze (2)
  1. Adam pisze

    Nic nie wiadomo aby Synowie Jakuba byli rasistami a nawet nacjonalistami. Pojawiają się czarni Strażnicy i nie ma żadnych deklamacji narodowych. Trzeba pisać ze ze zrozumieniem a nie klepać zbitki pojęciowe jak z Wyborczej.

    1. Magdalena Bród pisze

      Adamie, a oglądałeś serial? 🙂 Że piszesz, że nic nie wiadomo o nacjonalizmie? 🙂 Wybacz, ale recenzji wyborczej nie czytam 😉

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.