Na cały głos – recenzja miniserialu, po którym przestaniecie oglądać wiadomości

}

Data: 22 sierpnia 2019

No dobra, może i trochę przesadzam, bo przecież trzeba żyć w bańce, by sądzić, że największe telewizje są w pełni obiektywne i prezentują newsy pełne troski o obywatela. Jednak nowy serial stacji Showtime zbiera do kupy wszystkie grzechy współczesnego dziennikarstwa i kreuje odpychający obraz mediów, a przede wszystkim pewnego człowieka pociągającego za sznurki. 

Sposób na bezrobocie

Tym człowiek jest Roger Ailes – nieżyjący już założyciel i długoletni szef stacji Fox News. Na cały głos opiera się bowiem o jego biografię pod tytułem The Loudest Voice in the Room. Co istotne, nie mamy do czynienia z klasycznym biopiciem spod znaku „od zera do bohatera” i to z dwóch powodów. Ailes jest co najwyżej antybohaterem, a sam serial skupia się w zasadzie na końcowym etapie jego kariery, który przyniósł mu największą rozpoznawalność. Pierwszy odcinek przenosi widzów do roku 1995 roku, gdy główny bohater musiał ustąpić z ważnego stanowiska w telewizji NBC. Przyczyna nie zostaje wprost zdradzona, lecz każdy po chwili riserczu może zobaczyć, że poszło o skandal obyczajowy, będący jedynie zwiastunem przyszłych wydarzeń.

W każdym razie bezrobocie nie trwa długo, gdyż już wkrótce Ailes podejmuje się zadania stworzenia stacji Fox News, mającej rzucić rękawicę CNN i NBC. Chociaż tak naprawdę to nie do końca. Protagonista nie chce wprost tworzyć konkurencji dla istniejących kanałów, a trafić do odbiorców, o których nikt wcześniej nie zadbał. Celem staje się więc dotarcie do konserwatywnej części Amerykanów, poprzez wszystkie możliwe sposoby.

the loudest voice 1
Źródło: Showtime

Stworzyć imperium

Oglądając Na cały głos, budzą się skojarzenia z filmami Vice i Brexit z początku tego roku. Dzieje się tak, gdyż serial wzorem wymienionych tytułów stara się zobrazować przełomowe techniki wpływania na odbiorcę. Dlatego też prezentowane w Fox News programy informacyjne bardziej przypominają wyreżyserowane show. Na porządku dziennym jest tabloidowa narracja, manipulacja przy doborze i prezentacji gości, a przede wszystkim bezlitosne atakowanie przeciwników politycznych, nawet bazując na absurdalnych przesłankach. Jak jednak widać plan zadziałał i stacja  wkrótce stała się najpopularniejszym kanałem w USA. Do dziś utrzymuje się w ścisłej czołówce. Łatwo też niestety zauważyć, że Ailes przetarł szlaki czemuś, co stało się standardem. 

ZOBACZ TEŻ  Karppi – recenzja 1. sezonu – Ona, on i płytki grób
the loudest voice 2
Źródło: Showtime

Jeden człowiek, wiele problemów

Należy jednak pamiętać, że choć serial Showtime stanowi podróż po kształtowaniu się rynku medialnego w XXI wieku, to przede wszystkim jest biografią skupiającą się na osobie szefa Foxa. Stąd też wynika wyraźna różnica pomiędzy wspomnianymi wyżej filmami a Na cały głos. O ile tam widz mógł czuć pewną sympatię do głównych bohaterów sportretowanych jako cyniczni, ale niesamowicie inteligentni i błyskotliwi, to Roger Ailes zostaje przedstawiony w sposób odrzucający widza. Im dalej w las, tym mniej w nim (demonicznego, ale jednak) wizjonera, a więcej potwora, który był w stacji właściwie nieusuwalnym dyktatorem. Widz jest świadkiem terroryzowania podwładnych, w tym molestowania seksualnego, przez co jeszcze bardziej bulwersuje fakt, że ów człowiek zrobił karierę i w pewnym momencie stał się de facto liderem partii republikańskiej. Tym samym kolejne odcinki ciężko oglądać jednym ciągiem.  Oczywiście, można zarzucić twórcom, że główny bohater już nie żyje i nie ma jak się bronić przed serialową wizją, toteż powinno się do historii podejść z odrobiną dystansu. Zwróćmy jednak uwagę, że za projektem stoi Tom McCarthy – reżyser i scenarzysta filmu Spotlight, w którym moim zdaniem udało się przedstawić kontrowersyjny temat w dość wyważony sposób.

the loudest voice 3
Źródło: Showtime

Jakby wyjęci z obrazka

Choć jak ustaliłem, główny bohater Na cały głos zdecydowanie nie zapadnie w pamięci jako najbardziej lubiany serialowy bohater, to trzeba przyznać, że został znakomicie odegrany. W Rogera Ailesa wcielił się Russell Crowe, co na pierwszy rzut oka może być trudne do zauważenia, gdyż odtwórca został poddany niesamowitej metamorfozie (choć nie aż tak drastycznej, jak Christian Bale w Vice). W sumie to dość ciekawa decyzja castingowa, jako że aktora raczej kojarzymy z grania pozytywnych charakterów. Tym razem udowodnił, że jest w stanie koncertowo stać się człowiekiem złym do szpiku kości.

ZOBACZ TEŻ  Spinning out – recenzja 1. sezonu. – Można dostać zawrotu głowy

W zasadzie na ciepłe słowa zasługuje cała obsada, bo choć Na cały głos to teatr jednego aktora, drugoplanowe role zostały ciekawie zaprezentowane i aktorom udało się stworzyć udaną dynamikę w świetnie napisanych dialogach. Na ekranie znaleźli się m.in. Sienna Miller, Naomi Watts i Seth McFarlane. Szczególne wrażenie robi zestawienie obsady z faktycznymi pracownikami Fox News. Choć oczywiście różnice są widoczne, to nie da się ukryć, że osoby odpowiedzialne za casting i charakteryzację wykonały znakomitą robotę.

the loudest voice 4
Źródło: Showtime

Czas to pieniądz

Mimo że serial zdecydowanie przypadł mi do gustu, to niestety obrana forma ma wyraźny mankament. Siedmioodcinkowy miniserial to wyraźnie za mało na prezentację tej opowieści. Kolejne epizody dzielą spore odstępy czasowe, na czym cierpi rozwój postaci i ciągłość wydarzeń. Dla przykładu w pierwszym odcinku widzimy prace prowadzone przy powstawaniu stacji telewizyjnej, by w drugim ni stąd, ni zowąd Fox był już rynkowym liderem. Szkoda, tym bardziej że jest to zdecydowanie tytuł zamknięty i nie doczekamy się rozwinięcia wątków, a ten poświęcony ostatnim wyborom prezydenckim aż się o to prosił.
Mimo tego Na cały głos okazał się produkcją porządnie zrealizowaną, która powinna zadowolić widzów lubiących historie osadzone w politycznym kontekście. Dobrze, że jest wciąż miejsce dla biografii wykraczających poza do bólu schematyczne laurki. Być może w przyszłości to właśnie seriale staną się domyślnym formatem dla tego gatunku, oferując więcej przestrzeni na opowiedzenie o życiu ważnych (choć niekoniecznie najjaśniejszych) person.

DOŁĄCZ DO DYSKUSJI I SKOMENTUJ

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

Krzysztof Olszamowski

Zapalony amator Sci-Fi, zwłaszcza cyberpunku i space oper. Kiedy nie przebywa w odległej galaktyce, najchętniej pochłania wszelkiej maści kryminały i produkcje kostiumowe. Uważa, że mocna kawa i aromatyczna herbata to nie tylko najlepszy dodatek do oglądania, ale i nieodłączny element życia.