Źródło: IMDb

Chilling Adventures of Sabrina – recenzja 2. sezonu – Odrobina magii przydałaby się scenariuszowi

Pierwsza odsłona serialu o przygodach nastoletniej czarownicy bez wątpienia zachwyciła widzów (naszą recenzję znajdziecie TUTAJ). Komiksowa wersja Sabriny Spellman (Kiernan Shipka) skradła serca przede wszystkim tym, którzy wychowywali się na popularnej produkcji telewizyjnej z lat 90. Netflix postanowił więc pójść za ciosem i stworzyć drugi sezon Chilling Adventures of Sabrina. Tym razem fani nie dostali jedynie opowieści o młodej dziewczynie poszukującej swojego „ja”. Sukcesywnie przeplatanej czarnym humorem i odrobiną mroku. Seria stara się poruszać problemy zarówno społeczne, jak i moralne. Uderza także w bardziej okultystyczne oraz spirytystyczne tony. Niespodziewana operacja fabularna została jednak przeprowadzona niestarannie, a co najgorsze, bez znieczulenia.

Demon opętał fabułę

Niedaleko pada Greendale od Riverdale. Nie chodzi jedynie o lokalizację tych dwóch, sąsiadujących ze sobą miasteczek. Ostatnie odcinki Riverdale niesamowicie kuleją pod względem scenariuszowym. Niestety owe źródło problemów współdzielą wraz z drugim sezonem Chilling Adventures of Sabrina. Mocno stereotypowe i przerysowane teen drama między dwiema parami bohaterów ciągnie się przez kilka pierwszych epizodów. Chwilę później widz zostaje wrzucony w świat demonicznych występków i tajemnic czarownic. Na pierwszy plan wychodzą postacie drugoplanowe, o których na początku sezonu scenarzysta chyba zwyczajnie zapomniał. Oba wątki wiodące są ze sobą związane jedynie prowizorycznie. Tak wyraźne i niedbałe podzielenie produkcji na dwie części wybija z rytmu oraz psuje wcześniej stworzony klimat. Spokojnie w międzyczasie można obejrzeć sobie, sumując, trzeci serial.

sabrina 2 min 1024x684
Źródło: IMDb

Najbardziej boli jednak potraktowanie głównych bohaterów po macoszemu. Praktycznie na każdym kroku podkreślane są ich przemiany i zmiany charakterów, aby przypadkiem żaden z nich o tym nie zapomniał… Kilka scen później nie ma to już żadnego znaczenia. Trzeba się przecież osobno przystosować do każdego wydarzenia, zapominając o własnej osobowości, prawda? Postacie w drugim sezonie Chilling Adventures of Sabrina zdają się cierpieć na postępującą demencję. Zapominają, kim są oraz co zdarzyło się w ich życiach do tej pory. Wszelakie wątki przeskakują jeden nad drugim. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, ale nikt nawet nie próbował przedstawić jego schematu działania. Niesamowite jednak jest to, jak bardzo przeciąga się i dłuży serial, przy takim nawarstwieniu i ogromnej częstotliwości poruszanych tematów.

Szatańsko dobre aktorstwo

Jedynym ratunkiem pobieżnie zarysowanej fabuły są aktorzy. Na szczęście w tym przypadku po raz kolejny nie zawodzą. Trzeba przyznać, że Mary Wardell (Michelle Gomez) nie traci swojej klasy. Co więcej, ukazanie jej bardziej „ludzkiej” twarzy jest zabiegiem ciekawym i wciągającym. Oczywiście zasługa leży po stronie aktorki, która zachwyca swoją kreacją już drugi sezon z rzędu. W obronie odgrywanej przez siebie bohaterki staje również Kiernan Shipka. Wydawać by się mogło, że młoda gwiazda lepiej wie, co zrobić z rozchwianą postacią Sabriny, niż sami scenarzyści. Sprawia, że można ją kochać lub też wręcz przeciwnie – nienawidzić jej. Czasami jej zachowania są kompletnie niezrozumiałe, innym razem działa tak rozsądnie, jak jeszcze nigdy wcześniej. Odrobinę lepiej napisane dialogi, o wiele mniej niepotrzebnych ekspozycji i relatywizm moralny Sabriny stanowiłby mocny punkt programu.

sabrina 1 min 1024x683
Źródło: IMDb

Aktorzy drugoplanowi nie mają tyle szczęścia. Ich historie przedstawiane są w stopniu tak znikomym, że nie mogą nawet pokazać, co potrafią. Wielka szkoda, ponieważ wątki skierowane stricte do widzów młodszych znalazłyby swoje ucieleśnienie. Dojrzewanie, poznawanie własnego ciała, choroba – to wszystko dowody na niewykorzystany potencjał fabularny. Dlaczego? Ponieważ pierwszy sezon zostawił na tych polach mnóstwo niedopowiedzeń, a drugi nie pozwala na zagłębienie się w tę problematykę. Poprawność polityczna znalazła swoje miejsce, czego nie można już powiedzieć o zwykłych, codziennych dylematach, z którymi mierzą się nastolatkowie. Dzieje się to kosztem chaosu, który w założeniu miał być scenariuszem.

Zaczarowane obrazy

Chilling Adventures of Sabrina stało się idealnym przedstawicielem seriali z „gatunku” guilty pleasure. Pod względem wizualnym produkcja Netflixa nadal stoi na bardzo wysokim poziomie. Kamp w stylu retro wciąż robi wrażenie i w żadnym stopniu nie nudzi. Drugi sezon dostarcza nieco więcej mrocznego klimatu, kilka dodatkowych litrów krwi oraz… erotyki. Serial dojrzał, tego nie można mu odmówić. Zdjęcia są jeszcze bardziej niepokojące, skutecznie zagęszczają atmosferę. Kąt ustawienia kamery lub częste zmiany obiektywów mogą z początku wydawać się dziwne i niepotrzebne. Jednak gdy oko przyzwyczai się do tego typu zabiegów (uzasadnionych sytuacjami fabularnymi), to całość nabiera sensu i staje się czymś ciekawym, nietuzinkowym.

sabrina 4 min 1024x682
Źródło: IMDb

Jest po prostu ładnie. Od drugiego sezonu Chilling Adventures of Sabrina nie sposób oderwać wzroku. Niestety nawet śliczne kadry potrafią zmęczyć, gdy mierna fabuła niebezpiecznie wydłuża każdy odcinek. Absurd goni absurd tak bardzo, że w pewnym momencie nie pozostaje nic innego, jak tylko wyłączyć myślenie i skupić się jedynie na wrażeniach zmysłowych.

Źródło: Netflix

Przygody Sabriny cierpią na „syndrom Riverdale”. Nic w tym dziwnego, ponieważ swoje dwa grosze do scenariusza dołożył właśnie twórca fabuły wyżej wymienionej produkcji. Pozostali scenarzyści byli jednakże w stanie przenieść produkcję na nieco wyższy poziom. Tak się nie stało i jak na razie magii szukać można jedynie w kreacjach aktorskich i pięknych obrazkach na ekranie.

Może ci się spodobać również

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.