Źródło: plsc

Kiedyś to było… – W labiryncie

Kiedy na przełomie lat 80. i 90. Telewizja Polska zdecydowała się na emisję serialu W labiryncie, uczucia twórców i aktorów były mieszane. Produkcja okazała się jednak strzałem w dziesiątkę, a jej popularność dorównywała niemal słynnej Izaurze. Sprawdźmy, co takiego w niej było i jak odbierana jest dziś.

Pierwsza telenowela

W labiryncie niewątpliwie nazwać dziś można serialem, który przeszedł do historii. Była to bowiem pierwsza polska opera mydlana, czy, jak kto woli, telenowela. Jednak nie tylko to okazało się nowością. Zdecydowano się także na wyjście z hal. Niemalże wszystkie sceny kręcono w naturalnych warunkach – prawdziwych mieszkaniach, parkach, na ulicach i w biurach. Poradzono sobie nawet z przewożeniem ciężkich kamer, statywów i elementów oświetlenia, co w tamtych czasach wcale tak łatwe nie było. Warto tu jeszcze wspomnieć, że o ile powtarzająca się często sceneria, jak chociażby dom, w którym mieszkała główna bohaterka, został odpowiednio do kręcenia przygotowany, to miejsca, gdzie pojawiano się rzadko albo tylko jeden raz na 120 odcinków, przystosowane były prowizorycznie. Aktorzy wyskakiwali niemal z samochodów, we własnych ubraniach i własnoręcznie przygotowanym makijażu, kręcili bez powtórzeń i niemalże „uciekali” z miejsca zdarzenia.

ppstatic
Źródło: ppstati

Szczypta historii

Na pomysł nakręcenia polskiej telenoweli wpadł ponoć niejaki Józef Węgrzyn i przekazał ją swojemu koledze, dziennikarzowi i redaktorowi naczelnemu Trybuny, Januszowi Rolickiemu. Ten z kolei z pomysłem pobiegł do znajomego reżysera Pawła Karpińskiego (tak, to ten pan od Smaku czekolady, Czarodzieja z Harlemu, Fitness Clubu czy Klanu) i zaczęła się praca nad W labiryncie. Jak już wspomniałem, były jednak obawy, czy taka formuła i sposób nagrywania przyjmie się w naszym kraju. Wielu aktorów odrzuciło możliwość zagrania w telenoweli, twierdząc, że czekają na bardziej ambitne propozycje. A jednak ostatecznie udało się zmontować prawdziwie gwiazdorską obsadę. Główną rolę powierzono rozpoczynającej dopiero karierę Agnieszce Robótce-Michalskiej. Za to u jej boku wystąpili znani aktorzy tacy jak Marek Kondrat, Marta Klubowicz, Piotr Skarga, Wiesław Drzewicz, Dariusz Kordek, Karol Strasburger, Leon Niemczyk czy Małgorzata Lorentowicz. Na gościnne występy ściągnięto także Macieja Orłosia, Wiesława Michnikowskiego, Teresę Lipowską czy Katarzynę Łaniewską. I tak oto, 30 grudnia 1988 roku, Polacy mogli obejrzeć pierwszy odcinek rodzimej opery mydlanej, zatytułowany Przerwane badanie. Później, do 26 czerwca 1991 roku pokazano jeszcze 119 pozostałych odcinków przyciągające przed telewizory nawet 16 milionów widzów. Warto jeszcze wspomnieć, że utwór, który usłyszeć można w czołówce serialu, nagrał lider zespołu Perfect, Grzegorz Markowski.

gazeta
Źródło: gazeta.pl

Perypetie farmaceutki Ewy

A o czym w ogóle opowiada W labiryncie? Absolwentka farmacji, Ewa Glinicka, nie ma w życiu łatwo. Nie dość, że jest sierotą, to kiedy już myśli, że los się do niej uśmiechnął, umiera jej narzeczony. Ona sama rozpoczyna pracę w Pracowni Farmakodynamiki Instytutu Farmakologii Klinicznej. Tam też poznaje niejakiego Pawła, a między nimi budzi się uczucie. Oprócz niego jest tu oczywiście mnóstwo innych pracowników, a my poznajemy ich losy. Śledzimy codziennie troski, zmartwienia, tragedie, ale i wiele sukcesów, radości i wzruszeń. Można rzec, że widz dostaje to, co zwykle pojawia się w telenowelach. Są więc zdrady i romanse. Mnóstwo łez, przypadkowych zrządzeń losu, intryg i tajemnic. Nie brakuje też jednak rodzinnej sielanki i komicznych historii połączonych z odpowiednimi gagami i komentarzami. Tym, co dość istotne, jest fakt, że twórcy skupili się na środowisku wspomnianych już ludzi wykształconych, ale też biznesmenów i osób z wyższych sfer. Chciano w ten sposób przy okazji pokazać, że w Polsce żyje się dobrze, a widza skusić pokazaniem luksusowych samochodów, ubrań czy wnętrz. I trzeba przyznać, że odbiorcy kupili taki właśnie obraz, o czym świadczy ówczesna popularność tej opery mydlanej.

fototeka
Źródło: fototeka

Kiedyś i dziś

W labiryncie z pewnością przeszło do historii polskiej telewizji, a oglądalność biła rekordy. Czy dziś również byłaby hitem? Według mnie nie. W dzisiejszych czasach mamy mnóstwo seriali, programów i telenowel. Każdy z nich ma swoją rzeszę fanów i pewnie nasza produkcja również z ekranów by nie zniknęła, ale na takie statystyki jak pod koniec lat 80. liczyć by nie mogła. Fabuła tej opery mydlanej byłą czymś nowym w swoim czasie, dziś można by stwierdzić, że jest to znany i oklepany schemat. A co z powtórkami? Czy one mają szansę, aby przyciągnąć przed ekran widza? Odpowiedź ponownie brzmi nie. Zacznijmy od tego, że W labiryncie nie wygląda dziś najlepiej. O ile w 1988 roku był kręcony sprzętem na najwyższym poziomie, to dziś lepszą jakość nagrań dają nam telefony komórkowe. Ale nawet gdyby poprawić jakość obrazu, to nadal mamy tu mnóstwo prowizorycznych scenerii, sporo improwizacji i niedociągnięć. Tytuł pewnie bardziej by śmieszył, niż wciągał. Obejrzałoby go pewnie wąskie grono osób, które wspominają serial z sentymentem. A i część z nich pewnie szybko by zrezygnowała, myśląc „co ja w tym widziałem?”.

Dlatego dobrze, że nie dostajemy dziś wznowień. Czasem lepiej coś zwyczajnie dobrze wspominać, niż po latach psuć sobie to, co wydawało nam się takie fajne.

Może ci się spodobać również

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.