Westworld – recenzja 2. sezonu, czyli czy patrzysz uważnie?

Westworld jest mroczną odyseją o narodzinach sztucznej inteligencji. W pierwszym sezonie zaprezentowano nam niepokojący świat przyszłości, w którym bogacze szukają atrakcji w parku rozrywki o tej samej nazwie, co tytuł serii. Jeżeli myśleliście, że doskonały, skomplikowany konstrukt fabularny można popełnić tylko raz, twórcy zaskoczą Was w kolejnym sezonie jeszcze mocniej – tak, tak się naprawdę da!

Więc chodź, pomaluj mój świat

W parku rozrywki nie dzieje się kolorowo. Ford, jeden z jego twórców, zostaje zabity przez Dolores. Z kolei ona zaczyna zbierać waleczną ekipę, która pomoże jej przejąć władzę… chyba nad światem. Natomiast Maeve wraca po córkę i odkrywa w sobie trochę androidowej (magicznej?) mocy. Bernard próbuje odzyskać pamięć oraz dochodzi do siebie po odkryciu swojej ztechnologizowanej natury, dzięki czemu równie zagubieni co on powoli łączymy elementy układanki. A Człowiek w Czerni, nasz prawdziwy kowboj? Okazuje się uzależnionym od swojej mrocznej strony Williamem. Pojawia się jeszcze tajemniczy Indianin – ze wszystkich bohaterów dostał chyba najlepszą i zarazem najsmutniejszą historię, czerpiącą garściami z motywu upragnionego raju. Poza tym prawie wszyscy Gospodarze przestają odgrywać swoje narracje i robi się jeden wielki harmider. Zacieram ręce – co to będzie, co to będzie?

westworld2 - Westworld – recenzja 2. sezonu, czyli czy patrzysz uważnie?
żródło: HBO

Każda z wymienionych wyżej postaci dostaje całkiem sporo czasu ekranowego, dzięki czemu akcenty opowieści rozkładają się dosyć równomiernie. Które wątki śledziłam jednak najchętniej? Początkowo te związane z Maeve. Rozumiałam jej motywację, intrygowały mnie posiadane przez nią moce, dostała także szansę przejścia do dalszych terenów – bo musicie wiedzieć, że parków tematycznych jest o wiele, wiele więcej. To dzięki niej widz mógł zostać zabrany na wycieczkę, której przewodziła właśnie Maeve. Wielki potencjał tkwił we fragmentach poświęconych Japanworld, lecz potraktowano je trochę po macoszemu. Nie chodzi tylko o egzotykę, ale o szansę szerszej reinterpretacji tradycji jednej z azjatyckich kultur. Tymczasem motyw ten posłużył wyłącznie jako odbicie lustrzane dla bohaterów – i to mnie nie przekonało.

westworld4 - Westworld – recenzja 2. sezonu, czyli czy patrzysz uważnie?
żródło: HBO

Jeszcze dalej, jeszcze więcej, jeszcze mocniej

Trudno było mi polubić postać Dolores. Irytował mnie jej upór i egoizm, a także bezwzględność. Dziewczyna zdaje się dążyć do władzy tylko po to, by ją dzierżyć, nie dla potrzeby zmiany – daleko jej do mesjasza działającego dla dobra gatunku, choć przez chwilę taką ideologią próbuje przykryć swoje działania. W 2. sezonie poznajemy także historię stawiania przez nią pierwszych kroków – wychodzimy nie tylko poza teren Westworldu, ale także zupełnie poza parki rozrywki, do świata ludzi. I do domu Williama, którego historię również poznamy o wiele dokładniej. Nie wyrzucajcie sobie, że zawczasu nie odgadliście jego losów – to przy Westworld w pełni uzasadnione. Twórcy do perfekcji opanowali przecież mylenie tropów.

Często mówi się, że opowiadana historia ma drugie dno. W tym wypadku idea parków rozrywki okazuje się bardzo głęboką studnią, która owego dna może nie mieć wcale. Przedsięwzięcie firmy Delos posiada bowiem główne, oficjalne cele oraz ukryte projekty dziejące się w podziemnych laboratoriach. Do czego naukowcy dążą w tych tajnych badaniach? Jak to uczeni, do poprawienia jakości życia ludzi. Jednak w jaki sposób – musicie przekonać się sami. Zdradzę Wam jednak podpowiedź: Ford jak zwykle działa na przekór przedsiębiorstwu.

westworld5 - Westworld – recenzja 2. sezonu, czyli czy patrzysz uważnie?
żródło: HBO

Ale jak to – możecie zakrzyknąć – przecież nie żyje!

Stworzyciel

Gdy człowiek tworzy, staje się twórcą, gdy zabiera się za nowy gatunek, okazuje się Stwórcą. Ramin Djawadi oczarowuje widzów warstwą muzyczną, objawiając się jako Wielki Stworzyciel Klimatu. Steruje poziomem narastającego niepokoju, drażni, gdy jest to konieczne, złośliwie i celowo usypia w momentach, które wymagają największego skupienia. Ale nie bawi.

Nadmienić bowiem należy, że jedyne, czego w ogóle nie uświadczycie w tej produkcji na żadnej płaszczyźnie odbioru, to humor. Być może dlatego opowieść o Gospodarzach traci dla wielu na atrakcyjności. Westworld jest pozycją wymagającą, która na serio traktuje definicję serialu jakościowego. Nie tylko na poważnie porusza tematy redefinicji grzechu czy człowieczeństwa, ale i z wielką dbałością podchodzi do wizualnej strony dzieła filmowego. W tej warstwie znajdziecie wiele odwołań dopełniających seans, a więc patrzcie uważnie. Pozwólcie prowadzić się po dwóch różnych przestrzeniach, utrzymanych w opozycyjnej kolorystyce. Zajrzyjcie do zdemolowanych futurystycznych laboratoriów, po których biegają mechaniczne byki oraz stworzone na wzorze Człowieka Witruwiańskiego androidy w białej powłoce składającej się z samych mięśni. Dajcie się też uwieść światom Dzikiego Zachodu i Japonii. Uwieść i nabrać.

westworld1 - Westworld – recenzja 2. sezonu, czyli czy patrzysz uważnie?
żródło: HBO

Poprzeczka została podniesiona

Producentami wykonawczymi serialu są Jonathan Nolan (Mroczny Rycerz), Lisa Joy (Gdzie pachną stokrotki) oraz J.J. Abrams (Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy). Natomiast inspiracją dla scenariusza był film z 1973 roku – Świat Dzikiego Zachodu. Obiecujące informacje! Westworld albo się widzom podoba, albo zostaje przez nich zupełnie odrzucony. Nie spotkałam jeszcze osoby, która znalazłaby się ze swoją opinią gdzieś po środku na osi oceny punktowej.

westworld3 - Westworld – recenzja 2. sezonu, czyli czy patrzysz uważnie?
żródło: HBO

Serial został stworzony z myślą o konkretnej widowni – wymagającej wysoce angażującej fabuły, gotowej do analizowania drobnych szczegółów oraz poświęcającej sporo czasu dekonstrukcji ekranowych wydarzeń. Westworld to specyficzne dzieło, które do gustu nie przypadnie każdemu – część odbiorców może znużyć, zwłaszcza jeśli nie podejmą rękawicy rzuconej przez twórców. Drugi sezon serialu zaskakuje bowiem jeszcze mocniej niż pierwszy – choć wydawało mi się to niemożliwe. Przecież nic dwa razy się nie zdarza! A jednak.

Dodaj komentarz

avatar