w

The Act – pierwsze wrażenia – Gdzie są moje tabletki?

Źródło: HBO

Przy wyborze The Act nie kierowałam się obsadą aktorską, cudzymi opiniami czy wiedzą, że serial jest oparty na faktach – o tym dowiedziałam się dopiero przy napisach końcowych pierwszego odcinka. Na jakiej podstawie zapadła decyzja? Trafiłam na zdawkowy opis, informujący, że produkcja opowiada o toksycznej relacji między matką i córką, która za sprawą tej pierwszej, tkwiła w przekonaniu o swoich niezliczonych chorobach. Od razu na myśl przyszły mi Ostre przedmioty. Czy słusznie?

The Act – dobra sztuka

Odpowiadając na zadane pytanie – niesłusznie, choć obydwie serie łączy jedno – tzw. przeniesiony zespół Münchausena. Upraszczając to zjawisko, matka zmyśla lub wywołuje objawy chorób u dziecka, także poprzez podtruwanie go, by spełniać się w roli troskliwej rodzicielki, lecz do swoich czynów się nie przyznaje. O ile w Ostrych przedmiotach na tym odkryciu zawiązuje się jeden z wątków fabularnych, o tyle w The Act fabuła opiera się na prezentowaniu codziennego życia Gypsy i Dee Dee Blanchard – na procedurach i działaniach matki oraz powolnym odkrywaniu prawdy przez córkę, która dopiero buduje cały obraz zakłamanej rzeczywistości, w jakiej jest wychowywana. Buduje go z kolejno odsłanianych kłamstw.

Warto dodać, że od pierwszych scen wiemy, co się wydarzyło. Dee Dee została zamordowana, a Gypsy zaginęła. Póki co, linie narracyjne są podzielone między teraźniejszość a retrospektywną przeszłość – i to także działa na korzyść produkcji. Suspens nie jest budowany wokół zabójstwa, lecz wokół relacji głównych bohaterek serii. I słusznie – ten sposób działa!

the act 1 1000 1
Źródło: HBO

Aktorsko jest świetnie

Joey King, która wciela się w postać Gypsy, kojarzyłam jedynie z marnej komedii romantycznej dla nastolatek. Dopiero w The Act miałam szanse podziwiać jej aktorstwo oraz poświęcenie dla roli. Mówi cienkim, słodkim głosikiem, lecz nie tylko dzięki temu wiarygodnie oddaje osobowość dorosłej osoby zamkniętej w przymusowej kreacji dziecka. W krótkich niekiedy ujęciach potrafi zawrzeć cenne gesty czy spojrzenia, które dobrze obrazują jej psychiczne rozbicie. Gypsy musi udawać, że jest dzieckiem, choć już się nim – zresztą słusznie – nie czuje. Żyje w szkodliwej bańce, w której miłość i strach przed matką mieszają się. Dlatego wciąż udaje – tak działa jej świat. Zadowala matkę, początkowo pewna jej osądów i nieomylności. Pozwala się ubierać w stroje dla małych dziewczynek, karmić przez sondę, do tego boi się chodzić, lecz powoli odkrywa, że spowija ją sieć kłamstw, maskujących chorobliwą troskę rodzicielki.

Jednak to Patricia Arquette jako Dee Dee skradła moje serce. Gra bezbłędnie i wykorzystuje każdą sekundę na ekranie. Słodki lukier, w jaki przyozdobiła swoją postać, ścieka z niej powolnie, sprawiając, że z każdym kapnięciem topniejącego cukru, ma się ochotę wzdrygnąć.

dee dee gypsy 1024x469
Źródło: HBO

A reszta elementów?

Wizualnie The Act również zachwyca – i nie zapomina o lukrowaniu kadrów, gdy trzeba. Ścieżka dźwiękowa wspiera ekranowe wydarzenia i celnie podsumowuje końcowe sceny odcinków, lecz raczej nie będę do niej wracać osobno, słuchając utworów w wolnych chwilach. Po prostu muzyka koresponduje z fabułą.

Warto zaznaczyć, że póki co, na HBO wyszły tylko 3 odcinki. Obejrzałam je wszystkie pod rząd z ogromnym niepokojem i ciekawością zarazem. Świadomość, że taka historia wydarzyła się naprawdę, wzmacniała silne emocje, które w trakcie seansu się pojawiały. Doceniam także uczciwość twórców związaną z podaniem – niby oczywistej – informacji o tym, że „choć serial oparty jest na faktach, to niektóre sceny i postaci zostały zmodyfikowane”. Widzowie przecież zdają sobie sprawę, że ekranowe wydarzenia ze względu na charakter medium nigdy nie będą wiernie reprodukować rzeczywistości – lecz to podkreślenie pozwala tej wiedzy wyjść z podświadomości i na serial spojrzeć z perspektywy dzieła, a nie tylko opowiedzianej w nim historii.

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić The Act Waszej uwadze. To bardzo dobrze zrealizowana produkcja, która skupia się wokół toksycznej relacji matki i córki. Do czego nawiązuje zatem tytuł serialu? Do ciągłej gry, jaką obydwie toczą przed sobą nawzajem i przed innymi.

Adrianna Michno

Napisane przez Adrianna Michno

Serialoholiczka, filmoholiczka i psychofanka obydwu Nolanów. Już dawno przestała walczyć z uzależnieniami oraz zaburzeniami psychicznymi i zamiast tego zaczęła o nich pisać. Daje szansę każdej produkcji, jednak biada tym, które ją zawiodą – a chwała tym, które strącą kapcie ze stóp.

Jeden komentarz

Dodaj odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

blank

Serialowi bohaterowie pełni sarkazmu

blank

Jane The Virgin – sezon 5. – Pierwsze wrażenia