Co się kryje we Mgle

Stacja Spike TV miesiąc temu potwierdziła, że jej nowy serial Mgła został anulowany po pierwszym sezonie. Choć oficjalne powody decyzji nie są znane, na jej podjęcie prawdopodobnie miały wpływ kiepskie wyniki oglądalności oraz niepochlebne opinie widzów. Co przyczyniło się do porażki Mgły i czy w serialu znajdziemy cokolwiek godnego uwagi odbiorcy?

Prosta historia

Do niedużego miasteczka w stanie Maine dociera gęsta mgła. Pozornie niegroźne zjawisko pogodowe przynosi ze sobą groźbę totalnej zagłady. Pod wpływem mgły, a raczej znajdującej się w niej niewytłumaczalnej siły – tudzież wyjątkowo toksycznych substancji psychoaktywnych – zwierzęta zaczynają zachowywać się agresywnie, a ludzie atakują siebie nawzajem, nie potrafiąc odróżnić rzeczywistości od halucynacji. Mieszkańcy Bridgeville chronią się przed tajemniczą mgłą w swoich domach, w centrum handlowym, w kościele, na posterunku policji albo w szpitalu. Odcięci od świata, muszą walczyć o przetrwanie. Zmagają się nie tylko z tajemniczym zagrożeniem z zewnątrz, ale też z własnymi demonami. W dodatku niektórzy uwięzieni wydają się bardziej bezwzględni i przerażający, niż nadnaturalne monstra siejące spustoszenie w pozornie idyllicznym mieście.

mgła
Źródło: bloody-disgusting.com

Nieznośne klisze

Założenia fabularne Mgły okazują się proste i schematyczne. Bohaterowie stają w obliczu rozmaitych nadprzyrodzonych zagrożeń i radzą sobie z nimi lepiej lub gorzej. Nie jest to bynajmniej zarzutem – horrory, podobnie jak inne filmy należące do kina gatunków, powinny spełniać określone reguły i odpowiadać oczekiwaniom ich odbiorców. Jednak Christian Torpe, czyli twórca serialu, beztrosko łamie konwencje, nieporadnie żongluje najróżniejszymi motywami i niemalże w każdą scenę próbuje wtłoczyć solidną dawkę nachalnego moralizatorstwa. Gra niezgodna z zasadami rządzącymi gatunkiem nie zaowocowała powstaniem dzieła nowatorskiego, lecz mocno uproszczonej historii o szeroko pojętym fanatyzmie i problemach nastolatków wkraczających w dorosłość.

Jak pokazuje historia kina, horror znakomicie sprawdza się jako narzędzie krytyki politycznej, zwierciadło przemian obyczajowych albo barometr odbierający lęki osobiste i wspólne. Intencją Torpe z pewnością było wykorzystanie nośnej struktury gatunku i jej podatności na wielopłaszczyznowe interpretacje. Ambitne zadanie, jakie postawił przed sobą scenarzysta, przerosło jego możliwości. Skupiając się na psychologicznym, społecznym i politycznym aspekcie opowieści, twórca zaniedbał grę aktorską, efekty specjalne i niezbyt rozsądnie dawkował widzom obrazy makabry i obrzydliwości. Zbagatelizował oczekiwania miłośników gatunku, serwując im dość kiczowaty, niedopracowany i pretensjonalny serial, który przez swoje braki formalne i dramaturgiczne nie potrafi ani straszyć, ani zachwycać.

mgła
Źródło: inverse.com
Niezamierzona śmieszność makabrycznych kadrów obnaża nieumiejętne posługiwanie się środkami typowymi dla horroru.

Irytujący bohaterowie

Postacie pojawiające się na ekranie z pewnością nie wzbudzają sympatii. Nadopiekuńcza i nieco psychopatyczna matka, podstarzała hippiska-wyrocznia, żołnierz idealny z wykasowaną pamięcią, kierownik centrum handlowego i otyły konformista w jednym, fanatyczny ministrant pochwalający nawet najdrastyczniejsze metody ewangelizacji, policjant nadużywający przemocy oraz nastolatek każdą komórką ciała manifestujący swoją frustrację to tylko fragment gigantycznej kolekcji barwnych okazów zgromadzonych w świecie serialu. Nadmiar karykaturalnych postaci także działa na niekorzyść opowieści o potworach ludzkich i nieludzkich. To zdecydowanie zbyt wiele motywów jak na jeden sezon, nie wspominając już o jednogodzinnym odcinku. Liczba rozpoczętych wątków zaważyła na niemożności ich stosownego rozwinięcia, w rezultacie spłycając wielowymiarowość poruszanych problemów.

Bohaterowie wykreowani przez scenarzystę oraz współwinnych aktorów są nieprzekonujący i przerysowani. Ich działania, motywacje bądź komentarze okazują się do bólu przewidywalne. Twórca serialu Mgła podjął próbę ukazania rozmaitych reakcji na koszmarne wydarzenia, postaw zajmowanych w obliczu kryzysowych sytuacji i prywatnych tragedii. Walka o przetrwanie miała obnażać ludzką bezwzględność, a jednocześnie ujawniać podatność jednostek i wspólnot na przeróżne wpływy. Choć założenia leżące u podstaw historii, jaką opowiedział pierwszy sezon produkcji dość luźno adaptującej prozę Stephena Kinga, wydają się niezwykle interesujące, również w tym przypadku Christian Torpe nie zachował zdrowego umiaru i nie wykazał się wyczuciem niezbędnym do zmierzenia się z tak poważnym, skomplikowanym wyzwaniem.

mgła
Źródło: blackgirlnerds.com

Lęk przed nieznanym

Tym, co zasługuje na uznanie widza, jest niewątpliwie zdolność do przedstawiania paniki i dezorientacji wynikłej z niewiedzy. Nie znając źródła koszmaru, mieszkańcy Bridgeville szukają winnego i próbują na rozmaite sposoby wytłumaczyć zagadkowe zjawiska. Przeraża ich świadomość bezradności wobec spraw, które ich przerastają. Większość prób radzenia sobie z nadnaturalnym zagrożeniem bądź dotarcia do prawdy kończy się klęską. Sekwencje obrazujące ludzką małość dotykają jednego z najbardziej pierwotnych lęków – lęku przed nieznanym. Filmowe środki wyrazu, jakimi posłużono się w tym celu – kadry skupiające uwagę na twarzach aktorów i uważnie śledzące ich wzrok, wyciszenie dźwięków lub uwypuklenie szumów – doskonale spełniły swoją funkcję. Dzięki odpowiedniemu wyważeniu, prezentowały się o wiele lepiej, niż sceny ociekające krwią i wywołujące wstręt lub rozbawienie.

Serial zrealizowany na podstawie opowiadania Stephena Kinga to mieszanina obrzydliwości i taniego moralizatorstwa. Ambitna próba poruszania fascynujących społecznych i etycznych kwestii spotkała się z ograniczeniami natury formalnej. Twórca Mgły chciał za dużo, za mocno i za bardzo. Nieuszanowanie zasad rządzących gatunkiem albo pochopność w ich łamaniu, przełożyły się na niezadowolenie publiczności zgromadzonej przed ekranami wszelkiej maści. Spoglądając na serial nieco łaskawszym okiem, warto docenić aspiracje duńskiego scenarzysty-producenta i liczyć na to, że w następnych produkcjach nie powtórzy on błędów bezlitośnie piętnowanych na forach zrzeszających miłośników kina.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.