w ,

Wiedźmin – recenzja 1. sezonu – Grosza daj wiedźminowi

wiedzmin odcinek 1 netflix 758x506

Wiedźmin od Netflixa budził emocje na długo przed premierą. W końcu nie na co dzień światowy gigant medialny decyduje się na stworzenie adaptacji polskiej literatury. Z drugiej strony obawiano się, czy proza Sapkowskiego przetworzona przez Hollywood, nie straci swojego uroku. Uzyskany efekt  robi na szczęście dobre wrażenie, choć nie obyło się bez potknięć.

Różne strony opowieści

W jednym z wywiadów poświęconych produkcji Wiedźmina showrunnerka, Lauren S. Hissrich, przyznała, że w książkowym materiale bardzo ceni sobie nielinearną fabułę. Oglądając serial od razu to widać. Historia opowiadana jest bowiem z oddzielnych perspektyw trójki bohaterów. Co najważniejsze, każda z nich została osadzona w nieco innych miejscach na osi czasu. Rozwiązanie to ma swoje dobre strony, bo pozwala sprawnie żonglować motywami i lokacjami, a widzowie już na etapie pierwszego sezonu są w stanie lepiej poznać sporo bohaterów. Z drugiej jednak strony, nieznający materiału książkowego mogą się na początku w tym nie połapać, bo pierwsze odcinki dość chaotycznie mieszają perspektywy, w żadnym momencie nie wyjaśniając, kiedy dzieje się jaki wątek.

wiedzmin ciri 1024x683
Źródło: Netlix

Najbardziej tradycyjnie wypada więc narracja Ciri, bo sprawa jest prosta – od początku do końca mamy ciąg przyczynowo-skutkowy, w ramach jednego spójnego wątku. Zgodnie z tym, co mogliśmy zobaczyć w zwiastunach, sekwencje te opowiadają o ucieczce księżniczki z Cintry i poszukiwaniach Geralta z Rivii. Nic specjalnego, ale śledzi się przyjemnie. Co jednak najważniejsze, rozwiane zostały wątpliwości, czy aby na pewno Freya Allan poradzi sobie w tej roli. Jeśli nie jest dla nas problemem postarzenie Ciri (a przecież to chleb powszedni w adaptacjach literatury), to trudno nie docenić pierwszego tak znaczącego występu młodej aktorki. Ma ona w sobie to coś, co sprawia, że idealnie pasuje do bohaterki z elfią krwią. Po pozytywnym pierwszym wrażeniu wierzę, że udźwignie ona ciężar roli w późniejszych sezonach, gdzie zapewne postać Cirilli nabierze znacznie większego znaczenia.

„Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy…”

Największe wątpliwości budziło jednak obsadzenie w głównej roli Henry’ego Cavilla. Wielu fanów utrwaliło sobie w głowie Michała Żebrowskiego jako Geralta oraz wizerunki znane z gier studia CD Projekt RED (a zwłaszcza charakterystyczny głos Jacka Rozenka). Muskularny Superman zdawał się pasować bardziej na Conana barbarzyńcę, niż wiedźmina, a pamiętny pierwszy film z próbą peruki nie zachwycał. Z przyjemnością mogę więc powiedzieć, że wszelkie obawy były niewskazane! Kreacja Cavila stanowi dla mnie najjaśniejszy punkt całego serialu. Udało się stworzyć udaną interpretację znanej postaci – trochę inną, ale jak najbardziej pasującą do serialu. Aktor jest przy tym mistrzem minimalistycznej gry, często operując mimiką i potrafiąc uczynić dzieło sztuki nawet z prostych chrząknięć i przekleństw.

Jeśli zaś chodzi o wątek Geralta, to wzorem opowiadań, nie znajdziemy tu płynnie prowadzonej narracji przez cały sezon. W zasadzie każdy odcinek stanowi tu adaptację innego opowiadania ze zbiorów Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia. Dowiemy się więc między innymi, jak łowca potworów stał się „Rzeźnikiem z Blaviken”, podjął się odczarowania strzygi, czy wziął udział w polowaniu na smoka (tak, wygląda lepiej niż ten z polskiego serialu). W większości przypadków scenariusz faktycznie przedstawia jak strona za stroną dobrze znane czytelnikom wydarzenia. 

wiedzmin jaskier 1024x684
Źródło: Netlix

Chyba wszyscy się jednak spodziewali, że i tak zajdą pewne zmiany względem książek i cóż – niestety nie zawsze są do obronienia. Niektóre są uzasadnione obraną konwencją serialu, ponieważ ma on płynnie przejść z historii znanych z opowiadań do sagi. Trudno mi się też gniewać na pominięcie części nawiązań, które byłyby zrozumiałe tylko dla polskiego odbiorcy, jak te do jedynego słusznego sposobu na zabicie smoka, zgodnego z krakowską legendą. Naturalne jest, że tworzy się dzieło przystępne dla jak najszerszego grona odbiorców. Takie prawo międzynarodowej adaptacji. Z tego samego powodu nie mam żadnego problemu z dość znaczącymi zmianami w postaci Jaskra. Wprawdzie ballady barda straciły trochę swojskiego uroku, ale wynagradza to niesamowita energia Joeya Bateya. Charakter postaci jest za to jak najbardziej oddany i to z nawiązką! Udało się przy tym stworzyć świetną dynamikę w relacjach Geralta i Jaskra przywodzącą na myśl po części… Shreka i Osła, a chyba lepszej rekomendacji nie ma. No i co jak co, ale Toss a Coin To your Witcher/Grosza daj wiedźminowi od razu wpada w ucho.

Zaraza, coś poszło nie tak…

Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach i po głębszej analizie, uwidaczniają się zmiany, które w Wiedźminie nie wyszły na dobre. Sapkowski w swoich książkach nie przykładał specjalnej uwagi do tworzenia kompleksowego uniwersum, tak jak to robił Tolkien czy Martin. Owszem, często czytamy o całkiem złożonych intrygach politycznych, uwzględniających geografię, ale świat jednak w dużej mierze opiera się na zapożyczeniach z archetypowego fantasy, a większość elementów poznajemy tylko wtedy, gdy fabuła tego ściśle wymaga. Dzięki temu też cykl zamknął się w pięciu powieściach, a nie piętnastu. Kłopot właśnie w tym, że serial próbuje nakreślić wyraźniej tło, którego wcześniej nie było i jak to bywa w adaptacjach, Wiedźmin najsłabiej wypada wtedy, kiedy próbuje dodać do sprawdzonej formuły własne elementy.

Tak jest z trzecią linią narracyjną, w której poznajemy genezę Yennefer z Vengerbergu. Chociaż Anya Chalotra ma do odegrania kilka świetnych scen, to wątek ten jest zupełnie niepotrzebny, gdyż obdziera czarodziejkę z aury tajemniczości. Yennefer błyszczy najbardziej dopiero wtedy, gdy jej losy splatają się z Geraltem, ale z kolei dzieje się to zbyt późno i relacja nie ma czasu się  rozwinąć.

wiedzmin yennefer 1024x684
Źródło: Netlix

Drobne kłopoty są też w kwestii przeniesienia opowiadań. O ile główne wątki oddano zwykle bardzo wiernie, to większość historii została znacznie spłycona. Scenariusz, czy to z pośpiechu, czy dbania o prostotę przekazu, rezygnuje z pastiszowego przetworzenia gatunkowych tropów i dla przykładu historia na podstawie Mniejszego zła nie została przedstawiona jako mroczna wersja baśni o Królewnie Śnieżce. Rzadko kiedy udaje się oddać ironiczny ton opowiadań, ale kiedy już się to dzieje, to zaprawdę serial ociera się o doskonałość.

Wiedźmin ma też ewidentne problemy ze spięciem budżetu. Rzadko kiedy kadry przedstawiają rozległe lokacje, a część kostiumów i miejscami pustawa scenografia bardziej pasuje do Teatru Telewizji niż promowanego na całym świecie serialu fantasy. O dziwo zbroje Nilfgardczyków nie prezentują się w akcji aż tak źle (głównie dlatego, że są zwykle widoczne przez chwilę). Nie do końca więc rozumiem, dlaczego przy (prawdopodobnie) ograniczonych środkach zdecydowano się wprowadzić elementy z sagi. Zostając przy głównie kameralnych opowiadaniach, zamiast kręcić niezbyt atrakcyjne bitwy, można by bardziej dopracować drobne detale.

Dwie strony medalu

Chociaż pewne rzeczy w produkcji Wiedźmina się nie udały i trzeba było o tym powiedzieć, to nie brakuje też elementów wykonanych świetnie. Absolutnie fantastycznie wypada choreografia walk, nad którą pracował doświadczony w temacie Vladimir Furdik. Nawet niepotrzebnie zdecydowano się na cięcia, w założeniu ukrywające niedoskonałości aktorów, bo Henry Cavill (zrezygnował ze wsparcia dublerów i kaskaderów) porusza się z mieczem, jakby był do tego stworzony i pewnie bez montażowej „pomocy” mogłoby się to prezentować równie dobrze, jak nie lepiej. Udało się także stworzyć ciekawie wyglądające potwory. Owszem, bywa w tej kwestii trochę nierówno, ale każdy z nich ma własny charakter. No i strzyga wygląda znakomicie, podobnie jak cała horrorowa scena konfrontacji.

wiedzmin kapiel
Źródło: Netlix

Pozytywnym zaskoczeniem okazał się także… polski dubbing i to nie tylko ze względu na Michała Żebrowskiego powracającego do roli Geralta. Oczywiście to, czy głosy pasują do postaci, jest kwestią indywidualnego odbioru i sam mam trochę zastrzeżeń. Udało się jednak co rzadkie, w większości przypadków dopasować kwestie mówione do ruchu ust. Co najważniejsze, tłumaczenie błyszczy. W wielu dialogach udało się lepiej oddać literacki pierwowzór niż w ciutkę drewnianym oryginale. To sprawia, że dubbing może być sensowną alternatywą dla odbiorców, którym język angielski nie pasuje do „naszego” Wiedźmina.

„Oto nadchodzi wiek miecza i topora…”

Wiedźmin od Netflixa nie jest wybitnym serialem, ale z drugiej strony nie oczekiwałem takiego. To solidna pozycja, przywracająca wiarę w niezobowiązujące, rozrywkowe fantasy na ekranie. Braki budżetowe oraz uproszczenia rekompensuje świetne aktorstwo i choreografia walk. Należy także pamiętać, że pierwszy sezon to w gruncie rzeczy prolog, zapoznający widza z postaciami i światem. Widoczna jest w tym perspektywa na świetne rozwinięcie, za co będę z całego serca trzymać kciuki.

Avatar

Autor: Krzysztof Olszamowski

Zapalony amator Sci-Fi, zwłaszcza cyberpunku i space oper.
Kiedy nie przebywa w odległej galaktyce, najchętniej pochłania wszelkiej maści kryminały i produkcje kostiumowe. Uważa, że mocna kawa i aromatyczna herbata to nie tylko najlepszy dodatek do oglądania, ale i nieodłączny element życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

shutterstock editorial 10241964gy 150x150

Adrien Brody gwiazdą adaptacji Jerusalem’s Lot

81106517 800x450 1 150x150

Apache: Historia Carlosa Teveza – recenzja serialu o życiu piłkarza