w

Pierwsze ciąże w serialach – jak ogarnąć brzuch aktorki?

i love lucy

Pierwszym sitcomem w Stanach Zjednoczonych, w którym pokazano ciążę jednej z aktorek, był serial „Mary Kay and Johnny”, emitowany w latach 1947-1950.

Jednak za tytuł, który miał w tym względzie największy wpływ na zmiany obyczajowe w amerykańskiej telewizji, uchodzi „I love Lucy” (w Polsce znany jako „Kocham Lucy”). Prezentowany przez stację CBS pomiędzy 1951 a 1957 rokiem, uznawany jest za jeden z najpopularniejszych sitcomów w historii. „I love Lucy” uhonorowano aż pięcioma nagrodami Emmy oraz niesłabnącą sympatią widzów, którzy po 55 latach od zakończenia serialu, w ankiecie zorganizowanej przez tygodnik „People” oraz telewizję ABC News, uznali tę produkcję za najlepszy program telewizyjny wszech czasów.

W trakcie kręcenia drugiego sezonu „I love Lucy” Lucille Ball i Desi Arnaz – na ekranie grający małżeństwo, Lucy i Ricky’ego Ricardo, zaś w życiu również będący w związku – dowiedzieli się, że zostaną rodzicami po raz drugi. Ciążę aktorki postanowiono wpleść do fabuły sitcomu, jednak w praktyce okazało się, że nie było to takie łatwe. Gdy tuż przed realizacją pilotażowego odcinka serialu Lucille oczekiwała ich pierwszego dziecka – córki Lucie – nie zdecydowano się na wykorzystanie tego faktu w „I love Lucy”, ponieważ zarząd stacji uznał, iż przedstawienie ciąży oraz mówienie o niej w telewizji może być w złym guście. W związku z tym, za drugim razem również pojawiły się kłopoty. CBS nie wyraziło zgody na używanie w dialogach słowa „pregnant” (czyli „ciężarna”/”będąca w ciąży”). Scenarzyści starali się więc zastępować to wyrażenie eufemizmami, np. „expecting”, czyli „spodziewająca się” (w domyśle – „spodziewająca się dziecka”). Sięgano nawet po słownictwo z języków innych niż angielski: w tytule odcinka, w którym bohaterowie dowiadują się o radosnej nowinie, wykorzystano francuski wyraz „enceinte”, oznaczające zarówno „spodziewającą się”, jak i… „ciężarną”.

Odcinek „Lucy Goes to the Hospital” („Lucy idzie do szpitala”), w którym bohaterka wydaje na świat syna, małego Ricky’ego, zaprezentowano na antenie 19 stycznia 1953 roku. Czyli dwanaście godzin po tym, jak w rzeczywistości Lucille Ball urodziła także chłopca, Desiego Arnaza juniora. Epizod ten obejrzało 44 miliony widzów – o 15 milionów więcej, niż zaprzysiężenie prezydenta Stanów Zjednoczonych Dwighta E. Eisenhowera, wyemitowane później. Scenariusz odcinka przed rozpoczęciem jego realizacji został oceniony przez księdza, rabina oraz pastora, którzy mieli zadbać o to, aby przedstawienie całej historii nie było nieestetyczne. W pierwotnym założeniu chciano stworzyć dwie alternatywne wersje zakończenia, w zależności od płci dziecka Lucille, jednak ze względu na trudności, jakie wywołałby taki pomysł w trakcie realizacji, zdecydowano się napisać serialowe dziecko państwa Ricardo jako chłopca. Gdy okazało się, że aktorka faktycznie powiła syna, Desi w rozmowie telefonicznej z Jessem Oppenheimerem, scenarzystą i producentem „I love Lucy”,zażartował, że „Lucille podążyła za twoim scenariuszem”. Oppenheimer miał odpowiedzieć na to: „Wspaniale! To czyni mnie najlepszym pisarzem świata!”.

Warto wspomnieć, że dalsze życie Desiego Arnaza juniora, który swoimi narodzinami wywołał tak wielkie zamieszanie w świecie telewizji, było nie mniej interesujące. Jako 12-latek grał na perkusji w zespole Dino, Desi & Billy. W dorosłym życiu poszedł w ślady swoich rodziców i również został aktorem, występując nawet u boku swojej mamy, zaś w filmie „The Mambo Kings” z 1992 roku wcielił się w postać własnego taty w czasach młodości.

Dziś, w XXI wieku, trudności, z którymi musieli się mierzyć twórcy sitcomu sprzed ponad pół wieku, wydają się być nieprawdopodobne. Jednak ich perypetie mogą nam wiele powiedzieć zarówno o amerykańskiej obyczajowości tamtych czasów, jak i o drodze, jaką przeszła telewizja od lat 50. do czasów obecnych. Teraz nikogo nie szokuje pokazanie w telewizyjnym serialu pary śpiącej we wspólnym łóżku, a w późnych godzinach wieczornych możemy zobaczyć bohaterów nawet w scenach erotycznych. Na półmetku XX wieku obawę przed zakłóceniem estetyki budziła przyszła mama. Taka sama jak te, których wiele oglądamy we współczesnych produkcjach serialowych – bo spora część ciąż ze szklanego ekranu idzie w parze z rzeczywistym stanem błogosławionym występujących na nim aktorek.

Zobacz najlepsze fragmenty serialu I love Lucy <3

Redakcja

Napisane przez Redakcja

Dodaj komentarz

Avatar

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

betty

Lista premier HBO GO – maj

wiktoria

Seriale o królowych angielskich – Poznaj 8 produkcji o monarchiniach brytyjskich