Ślepnąc od świateł – recenzja serialu – Miasto, które Cię pochłonie

HBO Europe zdążyło nas już przyzwyczaić do wysokiej jakości rodzimych seriali. Dlatego mimo nieznajomości powieści Jakuba Żulczyka podszedłem do seansu zaciekawiony i z pewnymi oczekiwaniami. Zwłaszcza że stacja po raz pierwszy postanowiła udostępnić wszystkie odcinki od razu. Nie należy wiązać takiego działania z niską jakością omawianego tytułu. Wręcz przeciwnie, Ślepnąc od świateł to produkcja jakiej dotąd u nas nie było.

Cały czas sztywniutko

Poznajcie Kubę, warszawskiego dilera kokainy. Wyobcowany społecznie bohater, prowadzi dokładnie uporządkowane życie oparte na własnym systemie zasad (dla przykładu, sam nigdy nie bierze swojego towaru), chroniąc szczególnie swój adres i tożsamość. Wykalkulowane podejście okazuje się  zresztą bardzo pomocne, gdyż Kuba zaopatruje najgłośniejsze nazwiska stolicy, a całą działalność prowadzi we współpracy z szefem mafii (Robert Więckiewicz). Jednak gdy więzienie opuszcza „Dario” —  podstarzały gangster pragnący z powrotem utraconej przed laty władzy harmonia bohatera zaczyna obracać się w coraz większy chaos, który nie ma prawa skończyć się dobrze.

Ślepnąc od Świateł
Źródło: HBO

W historii dominuje konwencja kryminału i thrillera. Początkowo poznajemy raczej pojedyncze epizody z życia dilera (akcja serialu rozgrywa się przez tydzień poprzedzający Boże Narodzenie), które z czasem przechodzą w główny wątek fabularny. Ten jednak wyraźnie odnosi się do wcześniejszych wydarzeń. Można by zarzucić, że miejscami wkrada się pewna przewidywalność części motywów. Za to każda taka sytuacja  zdaje się usypiać czujność widza, by chwilę później go mocno zaskoczyć.

Dość niespodziewane było obsadzenie w głównej roli, niemającego dotąd doświadczenia aktorskiego, Kamila Nożyńskiego. Dla wielu jego gra może okazać się zbyt sztywna, wręcz sztuczna, zwłaszcza na tle barwnej obsady. Osobiście uważam, że w jakiś sposób wpisuje się to w wyalienowany charakter postaci. Nożyński robi szczególnie dobrą robotę, kiedy posługuje się zdawkowym wypowiedziami lub milczy, a kamera eksponuje charakterystyczne oblicze kojarzące się ze skrzyżowaniem Andrzeja Chyry z Danielem Craigiem. Od rapera bije specyficzny chłód znakomicie wpasowujący  się w klimat produkcji. Niestety, przy prawie wszystkich dłuższych kwestiach wychodzą na wierzch pewne braki warsztatowe i po prostu nie słucha się tego dobrze. Dość łatwo wtedy o wybicie się z rytmu sceny, ale na szczęście takich momentów jest względnie niewiele.

Chłopcy z ferajny

Reżyser, Krzysztof Skonieczny, przedstawia Warszawę w dosadny sposób, jako miasto inne niż zna i do jakiego ma  dostęp przeciętny mieszkaniec. Przestępcze porachunki bywają bardzo brutalne i co poniektóre sceny powodują odruchowe odwrócenie wzroku. Nie stroniono także od scen erotycznych oraz wysokiego stężenia wulgaryzmów wypluwanych przez większość bohaterów. Pod tym względem serial bywa  porównywany do twórczości Patryka Vegi. Jednakże, w przeciwieństwie do naszego najpłodniejszego filmowca, Jakub Żulczyk (autor książki, napisał również scenariusz) ewidentnie może się pochwalić sprawną ręką co do pisania dialogów. W połączeniu ze świetną obsadą trudno nie dać się wciągnąć w opowieść.

Ślepnąć od świateł
Źródło: HBO

Największe wrażenie robi kreacja Jana Frycza, który po latach występów w różnych filmowych potworkach, powraca w rewelacyjnym stylu. „Dario” to prawdziwe uosobienie zła, wybuchowego i pełnego nieprzewidywalnego chaosu, powoli obracającego w popiół świat otaczający resztę bohaterów. Postać Frycza z każdą sceną budzi grozę lub pozwala obdarzyć się pewną sympatią, balansując między dwoma skrajnymi biegunami.  Bardzo dobrze wypada także Robert Więckiewicz, który ostatnio pojawia się w sporej części większych polskich produkcji. Cieszy fakt, że rola Jacka jest pewnym powiewem świeżości w jego karierze i różni się od ostatnich kilku schematów. Talent Więckiewicza szczególnie dobrze wychodzi na wierzch w sytuacjach wysokiego napięcia. W jednym z pierwszych odcinków znajduje się absolutnie fantastyczna scena w restauracji, podczas której oglądamy konfrontację charakterów Jacka, „Daria” i Kuby. Niesamowite, jakie napięcie udało się wytworzyć i skoncentrować między nimi.

Ślepnąc od świateł to także kilka innych aktorskich zaskoczeń. Okazjonalnie pojawiający się na ekranie Cezary Pazura wprawdzie nie wyłamuje się nagle z grania komedii, ale gdzieś w tym przerysowaniu wyłania się dramatyczność, nie wspominając o tym, że jego wątek niesie ze sobą konsekwencje stanowiące paliwo dla fabuły. Miło, że spore pole do popisu dano nieznanym szerzej nazwiskom. Bardzo dobrą robotę robi Marta Malikowska, wcielająca się w rolę „Paziny” — jedynej przyjaciółki Kuby, tkwiącej z nim w dość toksycznej relacji. Po tak dużej i charakterystycznej roli możemy liczyć na częstszą obecność tej aktorki na ekranach.

Ślepnąc od świateł
Źródło: HBO

Prawdziwą, niespodziewaną perełką okazuje się jednak gościnny występ reżysera, Krzysztofa Skoniecznego (tak naprawdę, ma on większe doświadczenie zawodowe jako aktor). Postać rapera, „Pioruna”, pojawia się w kilku miejscach, by rozluźnić atmosferę serialu, gdy ta robi się zbyt mroczna. Skonieczny w do bólu przerysowany sposób wyśmiewa mniej ambitną część polskiej sceny artystycznej, a szczególnie mocno dostaje się pozerstwu i wyciskaniu pieniędzy z młodych fanów przez sprzedaż licencjonowanych ciuszków.

„Głuchnąc od hałasu, ślepnąc od świateł…”

Już od pierwszego zwiastuna można było oczekiwać, że oprawa będzie mocną stroną serialu. Warszawa (i czarne BMW protagonisty) w obiektywie Michała Englerta wyrasta na niemal pełnoprawną bohaterkę serialu. Wiele ujęć aż prosi się o zrobienie stopklatki i powieszenie na ścianie. Nocne miasto mimo rozświetlenia licznymi kolorami pozostaje mroczne i niebezpieczne. Imprezy przedstawione z perspektywy obserwatora,  budują uczucia narkotycznej wizji. Zresztą w trakcie perypetii Kuby sen nieustannie miesza się z jawą. Poza niejednoznacznymi, dezorientującymi momentami, oglądamy sny o życiu z rodziną na rajskiej wyspie — symbolicznym, spokojnym życiu, na które bohater utracił szansę. Nie brak także onirycznych koszmarów z postapokaliptycznego świata i elementów zaczerpniętych z horroru. Skonieczny skutecznie bawi się formami i gatunkami. Co najważniejsze serial zachowuje dzięki temu unikalny charakter. W końcu mamy do czynienia z czymś w pełni oryginalnym, z własnym stylem, a nie tylko mającym być „odpowiedzią” na zagraniczny serial „xyz”.

Ślepnąc od świateł
Źródło: HBO

Szczególnie współgra z tym ścieżka dźwiękowa. W trakcie seansu praktycznie przez cały czas gra jakaś muzyka, a oprócz świetnych kompozycji Marcina Maseckiego, często są to bardzo ciekawie dobrane utwory licencjonowane. Nie mogło oczywiście zabraknąć tytułowego Blinded by the lights The Streets. Nie brak oczywiście rodzimych twórców, w tym Maanamu, Kazika, Siekiery, czy choćby Myslovitz, którego Nienawiść zostaje genialnie użyta, zmieniając nagle serial w musical w klimatach wigilijnych, ze wszystkimi głównymi bohaterami. Skonieczny chętnie czerpie z klimatów elektronicznych i hip-hopowych. Warto wspomnieć, że na potrzeby serialu, specjalnie nagrano kilka utworów „Pioruna”. Przyznam się, że czekam, aż ktoś dokładnie zbierze całą playlistę ze Ślepnąc od Świateł, bo naprawdę jest czego posłuchać.

Pewne rozczarowanie powoduje jedynie czołówka. O ile It’s Raining Today Scotta Walkera jest jak najbardziej na miejscu, tak animacja CGI przedstawiająca tonącą Warszawę wygląda niezbyt naturalnie. Sam zamysł artystyczny nawiązujący do modlitwy Kuby z pierwszego odcinka  okazuje się trafiony. Nie wiem tylko, czy zabrakło środków, czy czasu na lepszą realizację.

Ślepnąc od Świateł
Źródło: HBO

Arcydzieło znad Wisły?

Jak zaznaczyłem na początku, nie miałem jeszcze okazji przeczytać literackiego pierwowzoru Żulczyka. Nie odpowiem więc na pytanie, jak udaną adaptacją jest nowa produkcja HBO. Jednak każdy serial  powinien sam bronić się swoim poziomem, a tu zdecydowanie się to udało. Może i nie jest to dzieło doskonałe, na „dychę”, w dodatku da się zauważyć w nim drobne niedociągnięcia, na czele ze specyficzną manierą głównego bohatera. Mimo to nie sposób nie docenić umiejętnie poprowadzonej, intrygującej opowieści i wprost zniewalającej strony operatorsko-dźwiękowej. Nie zapędzałbym się od razu w stwierdzenia, że to najlepszy polski serial, jaki powstał, ale z pewnością najbardziej oryginalny i wypchany po brzegi kreatywnymi rozwiązaniami. HBO po raz kolejny udowadnia, że atutem ich oferty są także produkcje nieanglojęzyczne i cieszy, że także na naszym rynku stacja inwestuje we własne treści.

Ślepnąc od świateł na chwilę obecną deklasuje tegoroczną, rodzimą konkurencję — ta   jest w tym sezonie zaskakująco liczna,  co również wydaje się krokiem w dobrą stronę. Kto wie, być może 1983 okaże się jeszcze lepszy (swoją drogą, tam również ujrzymy Roberta Więckiewicza). Przebić narkotyczną opowieść o przestępczym światku, zemście i ludzkich namiętnościach będzie jednak naprawdę ciężko.

 

Dodaj komentarz

avatar