Przeczytano:

Łasuch – recenzja jednego z największych zaskoczeń 2021 roku

07 06 2021 | Recenzje seriali | 0 komentarzy

j

Autor: Dominik Smyk

Orientacyjny czas czytania: / Liczba słów:

Zupełnie niespodziewanie Netflix zaskoczył serialem “Łasuch”, który to może być jedną z największych pozytywnych niespodzianek w ostatnim czasie. W czym tkwi sukces tej produkcji? Jak ma się ona do materiału źródłowego, którym był komiks? Dlaczego możemy w niej zobaczyć niezwykle aktualne odbicie tego co panuje obecnie na świecie? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w recenzji pierwszego sezonu.

Historia dobrze znana

Łasuch

Produkcja ta jest ekranizacją serii komiksów o tym samym tytule autorstwa Jeffa Lemire’a za które odpowiadało dobrze znane wydawnictwo DC. W latach 2009-2013 zaprezentowanych zostało 40 zeszytów, które to później również w Polsce zebrane zostały w trzech zbiorczych tomach. Bardzo duży udział w przeniesieniu historii chłopca – jelonka na ekran miał za to znany aktor – Robert Downey Jr., który to wraz z żoną jest producentem serialu “Łasuch”. Dobre przyjęcie ułatwić miała też aktualna sytuacja na świecie, która jest niezwykle podobna do tej z komiksu, choć zauważyć też należy, że motyw epidemii przedstawiony jest tu inaczej niż w podobnych produkcjach.

Fabuła tego serialu w głównej mierze dotyczy właśnie nagłego wybuchu wirusa, która to powoduje, że po około trzech dniach od zarażenia, chory umiera, zaś wynalezienie lekarstwa, czy też szczepionki wydaję się niemożliwe. Praktycznie w tym samym momencie dochodzi do kolejnej wydawać by się mogło rzeczy, mianowicie na świat zaczynają przychodzić dzieci posiadające zwierzęce cechy, czy to w wyglądzie czy w zachowaniu. Wszyscy chcą, więc poznać odpowiedź na pytanie, czy oba te wydarzenia mają ze sobą jakikolwiek związek. W takiej atmosferze mija kolejnych kilka lat i tu właśnie, jak wspomina narrator zaczyna się historia jednej z takich “hybryd” – Gusa, który to posiada cechy odpowiednie dla jelenia.

Niezwykły chłopiec, niezwykli bohaterowie

Łasuch

To właśnie główny bohater jest jednym z największych, choć oczywiście nie jedynym plusem tej produkcji. Wcielający się w tę rolę, zaledwie 11 – letni Christian Convery wypada w tej roli tak przekonująco, że bardzo trudno jest przejść obojętnie obok losów chłopczyka, a o młodym aktorze go grającym z pewnością jeszcze usłyszymy. Gus, który to na początku, w pierwszych latach swojego życia mieszka jedynie z ojcem, oddalony nie tyle co od innych ludzi, co także od jakichkolwiek elementów cywilizacji, będzie musiał w bardzo szybkim tempie się wszystkiego nauczyć i wyruszyć w podróż, która odmieni jego życie.

Ogromne brawa nie należą się jedyne najmłodszemu członkowi obsady, gdyż każdy z przedstawionych tu bohaterów jest niezwykle barwny, przez co także uwagę widza. Jedną z ważniejszych postaci jest towarzysz chłopca – były futbolista Tommy Jeppard (Nonso Anozie), który to wraz z biegiem fabuły przechodzi niezwykłą przemianę. Równie interesującą bohaterką okazuję się także nastoletnia Bear (Stefania LaVie Owen), która to stoi na czele “Armii zwierząt”, których to zadaniem jest ochrona hybryd takich jak Gus.

W miejscu tym nie sposób też wspomnieć o tym, że na serial ten składają się trzy wątki prowadzone równolegle, z których to każdy daje oglądającym coś innego. Główna opowieść , o której to wspominałem powyżej prezentowana jest w niezwykle baśniowy sposób, toteż może ona przypaść do gustu tym najmłodszym widzom. W tym samym czasie psycholog Aimee (Dania Ramirez) postanawia zmienić swoje życie i zamieszkać w opuszczonym Zoo. Jednocześnie prezentowana jest również historia lekarza (Adeel Akhtar), który w celu wynalezienia lekarstwa będzie gotowy poświęcić wiele. Ostatni z punktów widzenia, jest chyba najmroczniejszy i przeznaczony do trochę starszego widza.

Tam jest pięknie

Łasuch - recenzja

Do ogromnych plusów tego serialu zaliczyć, należy też kwestią związane z technicznymi aspektami. Na szczególne wyróżnienie zasługuje przede wszystkim samo umiejscowienie serialu, którym w tym przypadku jest niezwykle urokliwa Nowa Zelandia. Miejsce to mimo, że wydawać by się mogło nie pasuje by to właśnie tu rozgrywała się akcja serialu opowiadającego o wirusie pokazuje, że jest to niezwykle udana decyzja. Ukazanie takich widoków, w produkcji tego typu, wlewa w serca widza niezwykłą nadzieję i pozwala mu na jakiś czas zapomnieć o trudnej sytuacji w której znajdują się bohaterowie.

Równie dobrze dopasowana jest muzyka która pozostaję radosna w odpowiednich momentach, a wtedy kiedy trzeba potęguje ona napięcia. Ścieżka dźwiękowa jest więc kolejną rzeczą, która zasługuje na wyróżnienie. Podobnie rzecz ma się z zdjęciami, na które z pewnością duży wpływ ma sama lokalizacja, nie zmienia to jednak faktu że serial ten jest również wizualną uczta dla oczu. A wrażenie to potwierdzają, również zastosowane w tej produkcji efekty specjalne, które to nie są przesadzone, ale jednocześnie świadczą o niemałym budżecie jaki ma “Łasuch”.

Wszystkie kwestie tu wymienione wpływają na to, że serial ten według mnie jest jedną z największych pozytywnych niespodzianek w tym roku, o czym świadczą również oceny poszczególnych krytyków. Pozostaje więc mieć jedynie nadzieję, że Netflix nie anuluje tej produkcji i będziemy mieć możliwość poznania dalszych losów Gusa, co jest jeszcze bardziej pożądane gdy pozna się zakończenie pierwszego sezonu.

Łasuch – recenzja – podsumowanie

A co wy myślicie o “Łasuchu“? Obejrzeliście już ten serial? A może dopiero się do niego przymierzacie. Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O autorze

Przeczytaj również