Anatomia skandalu: recenzja

j
}

Data: 13 maja 2022

a

Kategorie: Recenzje seriali

Na platformie Netflix niedawno, a dokładnie 15 kwietnia, ukazała się kolejna serialowa premiera. Przed nami więc Anatomia skandalu: recenzja. Czy ten kryminalny mini serial, znajdzie przychylność wśród widzów? Zabierzmy się za małą analizę, aby to sprawdzić! Produkcja została stworzona na podstawie powieści Sarah Vaughan, która występuje pod tym samym tytułem.

Kryminał, dramat sądowy i thriller w jednym?

Anatomia skandalu została wyreżyserowana przez S.J. Clarkson, którą możecie kojarzyć z prawdziwych hitów takich jak: Dr House, Dexter czy Orange Is The New Black. Można więc pomyśleć, ze będąc pod taką opieką, nie mamy się o co martwić. Jednak czy napewno? Z kolei za przygotowanie scenariusza, odpowiedzialni byli: Melissa James Gibson (House of Cards) oraz David E. Kelley (Wielkie kłamstewka).

Poznajcie Jamesa Whitehouse’a

James Whitehouse (Rupert Friend) – to wpływowy, przystojny polityk o którym mówi się nawet jak o jednym z najlepszych w branży. Mężczyzna ma wręcz prawdziwy talent… Jak długo jednak może trwać dobra sława. Świetne stanowisko, piękna żona Sophie (Sienna Miller), dwójka dzieci i życie na wysokim poziomie – to bańka w której żyje James, pęknie ona wraz z pierwszym odcinkiem. Na jaw wychodzi romans mężczyzny z Olivią Lytton (Naomi Scott) o którym zdążyły dowiedzieć się już wszystkie media w kraju. W końcu życie prywatne posła cieszy się sporym zainteresowaniem. Sophie jest załamana i zdruzgotana zdradą męża, próbuje jednak ze wszystkich sił zmierzyć się z tą informacją. Czy James będzie musiał podać się do dymisji? Na chwilę obecną zajmie się publicznym sprostowaniem, przeprosinami i ratowaniem zaufania wyborców.

Wątkiem pobocznym, który bardzo szybko staje się głównym są poczynania w sądzie jednej z najlepszych w swoim fachu – Kate Woodcroft (Michelle Dockery). Kobieta dostaje „ważną” sprawę, której akta otwiera dopiero pod koniec pierwszego odcinka. Co się w nich znajduje? Cóż, z pewnością nie będę psuć Wam tej przyjemności. Powiem jedynie, że tytułowy skandal, który dotknie Jamesa Whitehous’a dopiero się zacznie…

ZOBACZ TEŻ  W głębi lasu - serialowy hit na całym świecie

Anatomia serialu

Serial jest bardzo estetycznie nakręcony – piękne zdjęcia, cudowne lokalizacje i wspaniałe kostiumy. Istna uczta dla oka. Wszystkie biblioteki, korytarze sądowe czy restauracje wraz z grą świateł, wprowadzają wyjątkową atmosferę, która wypełnia historię. Aktorzy wszystko to bez większego problemu, zdołali udźwignąć. Te wszystkie plusy, standardowo nie oznaczają braku zauważalnych minusów.

Akcja podzielona jest na sześć odcinków, a każdy z nich trwa około 45 minut. Jednak historia rozwija się dosyć wolno. Zazwyczaj to co interesujące zostawiane jest na sam koniec (odcinka). Dobrze, ale trzeba pamiętać, żeby uwagę widza utrzymać również przez pierwszą połowę. Pojawia się zdecydowanie za dużo retrospekcji. Sophie uwielbia wspominać o poznaniu z Jamesem i początkach ich relacji. Mężczyznę z kolei dręczą obrazy z jego romansu. Połowa tych ujęć, w mojej opinii była całkowicie niepotrzebna i nikt nie odczułby różnicy, gdyby ich w serialu nie było. Ciekawym zabiegiem była tajemnicza prawniczka, której wątek pozornie był na początku najciekawszy, dopóki linie fabularne się nie spotkały. Szkoda, że nie zostało to poprowadzone ciut lepiej.

Jak już wspomniałam, aktorzy fajnie poradzili sobie z udźwignięciem i zapanowaniem nad atmosferą (co wcale nie jest takie łatwe, koniecznie musicie zwrócić na to uwagę), ale brakowało większej nici porozumienia pomiędzy nimi a widzem. Z oczywistych względów, bardziej utożsamiłam się z Sophie, jej przeżyciami i problemami, aczkolwiek dała mi ona na to szansę. U Jamesa czegoś zabrakło, za sztywno i za oficjalnie.

anatomia skandalu 6
źródło: Netflix

Anatomia skandalu: recenzja – podsumowanie

Nie jest to serial wybitny, nie jest to serial zły. To krótka historia, która idealnie nadaje się na luźniejsze dni, kiedy szukacie na Netflixie jakiegoś kryminału. Jeżeli ktoś lubi dramaty sądowe to spokojnie możecie odpalić Anatomię skandalu. Moja główna uwaga dotycząca tej produkcji to „luźniej”. Zdaje sobie sprawę z tego, że ciężko spełnić ten warunek w tego typu serialach. Nie jest to jednak niemożliwe! Żeby bardziej zobrazować Wam moją ocenę – myślę, że byłoby to mocne 6/10. Dajcie znać w komentarzach czy widzieliście już Anatomię Skandalu i jakie były Wasze wrażenia!

ZOBACZ TEŻ  Ania, nie Anna, czyli jak nie żyć w umysłowej trumnie - recenzja 2. sezonu

DOŁĄCZ DO DYSKUSJI I SKOMENTUJ

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

O autorze

Julia Jaworska

Cześć! Jestem studentką Dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, która kocha się w kinie i teatrze. Uwielbiam sięgać po stare tytuły i przenosić się w czasie. Gdyby tylko agent Cooper istniał naprawdę, bez wątpienia zostałby moim mistrzem.