Przeczytano:

Recenzja serialu Cień i kość – nie ma mroku bez światła

06 05 2021 | Recenzje seriali | 0 komentarzy

j

Autor: Konrad Midura

Orientacyjny czas czytania: / Liczba słów:

Świat, w którym naukowcy są myleni z czarownicami, a główna bohaterka nie kończy w związku.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to kolejna amerykańska produkcja, o biednej dziewczynie, która okazuje się być tak wyjątkowa, że posiada moc zażegnania od lat trwającej wojny. Nie tym razem. Cień i kość to serial dopracowany i złożony. I choć w wielu aspektach podąża oklepanymi ścieżkami, to sam w sobie banałem nie jest i potrafi widza zaskoczyć, swoją nietuzinkowością. Pojawia się rewolwerowiec ze społeczności LGBTQ+, kobiety i mężczyźni na wojnie są traktowani na równi, a magia to nie magia, ale o tym za chwilę.

Jest tutaj parę bardzo ciekawych plot twistów, jednak jestem przekonany, że jeśli oglądaliście wystarczająco uważnie, to wypatrzyliście wprawnie poukrywane podpowiedzi. Przyznam się szczerze, że sam parę razy musiałem cofać się w oglądaniu, bo naprawdę warto.

Miłosne zawirowania

Dlaczego główna bohaterka nie skończyła w związku? Pewnie dlatego, że żaden nie miał prawa bycia. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam Mala i Alinę razem, ale jako najlepszych przyjaciół, a wręcz brata i siostrę. W końcu wychowali się razem w sierocińcu. Choć nie rozumiem, dlaczego przyjaźnie damsko-męskie w przemyśle filmowym zazwyczaj przeradzają się w relację seksualną, to rozumiem ludzi shipujących Malinę. Ta para pała do siebie miłością w najczystszej postaci, czego nie można powiedzieć o zamiarach Kirrigana.

Nasz Zmrocz okazuje się mieć niecne zamiary co do mocy Aliny. Od początku jest w niej odurzony i knuje w jaki sposób zbliżyć się do niej i wykorzystać. Choć trzeba przyznać, że Ben Barnes idealnie sprawdza się w roli mrocznego przystojniaka. A najciekawszy, i moim zdaniem najlepszy rozwój relacji otrzymali Matthias i Nina. Z początku wrogowie, po paru ciekawych rozmowach  światopoglądowych i nagiej scenie łóżkowej chyba przypadli sobie do gustu. Niestety parę spotkała niespodziewana zamiana ról, która wystawiła związek bohaterów na próbę. Przynajmniej dzięki temu, znaleźli się na statku z resztą ekipy, co może zwiastować bardzo ciekawy rozwój wypadków.

 Drobne zmiany w adaptacji

Trzeba przyznać, że Eric Heisserer wiedział co robi tworząc postaci do serialowej adaptacji książki Leigh Bardugo. Choć nie wszystkie trzymają się pierwowzorów, to na pewno Malowi wyszło to na dobre. Postaci mają świetnie ukazane backstory i wszystko się ze sobą łączy. Mamy tu niezwykle złożone ciemne charaktery, których sytuacja wynika raczej z zawiłości i niesprawiedliwości świata w jakim żyją. Całe szczęście byli w stanie zachować swój urok i nawet wnieśli wiele komedii do całego serialu. Na myśl nasuwa się scena Jespera z Milo, ta kochana kózka sama miała później swoje 5 sekund chwały.

Zresztą, niejednokrotnie udowodniono tu, że diabeł tkwi w szczegółach. Na pierwszy rzut oka może nam się wydawać, że to kolejny serial o nieśmiałej dziewczynie, która odkrywa, że posiada moc mogącą zbawić świat, który będziemy oglądać przeglądając instagrama. Otóż nic z tych rzeczy. Oglądając Cień i Kość zdecydowanie warto skupiać całą uwagę, na tym co dzieje się na ekranie i pobawić się w detektywa, szukając przyjaciół i wrogów. Polecam też, uważnie obserwować grę cieni, które często żyją własnym życiem.

 Niekonwencjonalna bohaterka

A i główna bohaterka wcale taka nieśmiała nie jest. Co prawda w trakcie trwania serii zdobywa nową pewność siebie, zawziętość i odwagę, co jest już standardem dla bohaterów serii nastolatkowych. Tak naprawdę już poznając ją, wiemy że nie jest kruchą ptaszyną. Pewnie właśnie dzięki tej gruboskórności, nie widzimy jej opłakującej swoich zmarłych znajomych, co moim zdaniem jest niefortunnie pominiętym wątkiem. Jakby nie patrzeć, ich obecność na pokładzie statku była konsekwencją jej czynów. Oczywiście, przeżyła trudne chwile w dzieciństwie, dzięki czemu wykształciła pewne mechanizmy obronne. Między innymi: zawsze miej czym się obronić. Co chyba jest wspaniałym morałem tego serialu.

Magiczne efekty specjalne

Cień i kość, nie daje nam zbyt wielu zapierających dech w piersiach scen z efektami specjalnymi, głównie są to drobne manipulacje, ale gdy już się pojawią to są na piątkę z plusem. Widać, że spora część budżetu została zainwestowana w CGI. Widać także, ogrom pracy włożony w każdy szczegół, co zapewnia naprawdę bardzo realne doświadczenia. Zwłaszcza w scenach Zmrocza lub Przywoływaczki Słońca. Co ciekawe, Griszowie nie używają magii, ich zdolności nazywane są małą nauką, ponieważ nie tworzą czegoś z niczego, jedynie manipulują materią. Niestety, potrafią to zrobić z tylko jednym elementem. Mamy więc m.in. Szkwalników, Akwatyków czy piekielników. Nie wiem dlaczego nie istnieją Griszowie potrafiący władać ziemią, ale może ktoś, kto przeczytał już wszystkie książki, będzie w stanie odpowiedzieć mi na to pytanie w komentarzach.

 

 

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

Przeczytaj również