Kiss me first – recenzja serialu, po którym mi dziwnie

}

Data: 10 sierpnia 2018

Oczekiwałam czegoś w stylu Sali samobójców, lecz zostałam zaskoczona. Dostałam produkcję niemal quasi-detektywistyczną. Kiss me first zabrało mnie do świata wirtualnej rzeczywistości, prędkiego dojrzewania i walki o odkrycie prawdy. Ciekawość to jednak pierwszy stopień do piekła. Było w nim całkiem przyjemnie, ale nie gorąco.

 

Dziwna intryga

Leila to samotna siedemnastolatka, prezentowana jako uzależniona od fikcyjnego serwisu internetowego o nazwie Azana… dziwaczka. Ubrana w kilka warstw ubrań, zamknięta w sobie, lecz strasznie ciekawska. W wirtualnym świecie spotyka dziwną Tess. Jak się okazuje w realu, jest ona także wyluzowaną imprezowiczką. Na podstawie dziwnej, bo niejako potwierdzonej słownie umowy, zawierają przyjaźń. I o dziwo, to działa. Leila poznaje członków dziwnej tajnej grupy wewnątrz Agory. Postanawia też pomóc zmagającej się z licznymi problemami Tess, lecz ciągnięta za macki wścibskości, pojawia się w Agorze jako jej awatar. I tu zaczynają się – dziwne! – schody… Tak oto nieśmiała Leila zostaje wciągnięta w tajemniczą intrygę, związaną z szeregiem zniknięć i staje się detektywem stojącym na straży moralności! Dziwne, nie?

KIss Me First 111216 CH 0446 2 Tallulah Haddon Leila

źródło: Netflix

Trochę się (dziwnie) naśmiewam, bo dynamizm nadany tej postaci mnie nie przekonał. Doceniam pomysł czy wszelkie plot twisty, a nawet w większości przypadków rozumiem motywację postępowania Leili. Nie dostrzegam jednak kluczowych momentów, które mogłyby w tak znaczący sposób wpłynąć na nią samą – na to, by z nieśmiałej istotki stała się wolnym strzelcem, gotowym jechać parę godzin w rozklekotanym autobusie, by sprawdzić, jak się ma kumpel z vr-u. Wrzucenie jej raz w szaloną imprezę na extasy to za mało. Potencjał bowiem tkwił w jej mrocznym sekrecie – i w skomplikowanej, może nawet psychopatycznej osobowości. Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie zostaniemy zaatakowani paroma uzupełniającymi retrospekcjami. Naprawdę przydałyby się.

Tożsamość 2.0

Spodziewałam się, że – tradycyjnie – vr-owe odpowiedniki bohaterów zderzą się z ich realnym wyglądem. Tymczasem stało się wręcz odwrotnie. To nie jest kolejna produkcja, która w centrum postawi tworzenie i ukrywania tożsamości w świecie 2.0 – czy anonimowości w nim. Studium podwójnej osobowości pojawia się wprost, na gruncie psychologicznym w realnej rzeczywistości. Jedna z bohaterek po prostu chadza do psychiatry, ale szuka też pomocy u innych pseudo-specjalistów, których znajduje właśnie w sieci. Wspominana anonimowość także nie jest priorytetem – okazuje się w zasadzie pierwszą maską, którą ściągają z siebie nasi elitarni użytkownicy Agory.

Ep3 sq050 ManiaIsAMess LRC v11 2246

źródło: Netflix

Coś zgrzyta

W Kiss me first nie jest jakoś szczególnie zabawnie, ale dialogi się kleją. Okazują się oszczędne, lecz mają zmusić do namysłu. Wprowadzenie troskliwej postaci z czasem obdarzającej Leilę ojcowską opieką uznaję za plus. Jednak coś w tej historii poważnie zgrzyta. Widzę pomysł, ideę cyber-thrillerowej produkcji, która w tle świata 2.0 snuje opowieść o problemach psychicznych i trudnych osobowościach. Mimo rewelacyjnej, dopracowanej strony wizualnej, nie umiem się przekonać do całego serialu. Może potrzebnych było więcej niż sześć odcinków?

ZOBACZ TEŻ  13 powodów – recenzja 3. sezonu – Suma wszystkich smutków

Mam także dobrą wiadomość dla osób obawiających się, że większość akcji dzieje się w animowanej przestrzeni – akcenty między realem a vr-em, na szczęście, twórcy rozłożyli równo. Nie ma tu nadmiernego efekciarstwa, które raziłoby w oczy. Miejsca akcji zostały przemyślane, a nie wciśnięte, by mamić wzrok, a tym samym nadrobić niedociągnięcia fabularne. Choć jedno muszę przyznać i w pełni pochwalić. Aura przygaszonych, brudnych kolorów oraz technika inwigilacyjnego kadrowania przez oko kamerek internetowych oddziaływała mocno, słusznie wywołując niepokój względem prezentowanej technologii.

1404901 2630020 zoomed

źródło: Netflix

Kiss me first to jeden z dziwniejszych seriali, jaki miałam okazję ostatnio obejrzeć. Nie zachwycił mnie, lecz pozostawił zamyśloną. Doceniam pomysł na fabułę, lecz nie do końca umiem obdarzyć sympatią któregokolwiek z bohaterów, co przecież zdarza się rzadko. Jednak jeżeli macie wolne popołudnie i ochotę na coś „innego”, polecam Waszej uwadze tę produkcję. Spokojnie, do marnej teen dramy jej daleko!

DOŁĄCZ DO DYSKUSJI I SKOMENTUJ

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O autorze

Adrianna Michno

Serialoholiczka, filmoholiczka i fanka obydwu Nolanów. Daje szansę każdej produkcji, jednak biada tym, które ją zawiodą – a chwała tym, które strącą kapcie ze stóp.