W drugim odcinku 12. edycji programu „Rolnik szuka żony”, który wyemitowano 21 września, emocji nie brakowało. Uczestnicy pierwszy raz spotkali się twarzą w twarz z osobami, które wysłały do nich listy. Jednym z bohaterów odcinka był Roland – 37-letni rolnik z okolic Łodzi. Choć początkowo próbował życia w stolicy i studiował w Warszawie, szybko zrozumiał, że to nie dla niego i wrócił prowadzić gospodarstwo.
Udział Roland w programie
Do udziału w randkowym show namówili go najbliżsi, licząc, że pomoże mu to odnaleźć stabilizację w życiu prywatnym. Okazuje się, że zainteresowanie jego osobą było spore – otrzymał aż 83 listy od potencjalnych partnerek. Mimo to Roland nie ukrywa, że jego przygoda z kamerami budzi w nim sporo emocji.
Obawy przed emisją
W rozmowie udzielonej dla TVP wyznał, że udział w programie to dla niego krok w kierunku wewnętrznej zmiany. Zmartwienia jednak pojawiły się wraz z myślą o tym, jak jego zachowanie zostanie przedstawione w telewizji. – Boję się trochę. Nie wszystko mi dobrze poszło i nie byłem taki, jaki powinienem być; trochę nawywijałem – przyznał otwarcie.
Potrzeba zmian w życiu
Roland podkreślił, że zaczął myśleć o przyszłości. Zależy mu na założeniu rodziny, a udział w programie miał być impulsem do działania. – Pomyślałem, że gdybym został ojcem, mając 40 lat, to moje dziecko skończy 20 lat, kiedy ja będę miał 60. To daje mi do myślenia – tłumaczył bohater odcinka.
Kiedy kolejny odcinek?
Kolejna odsłona programowych zmagań rolników o miłość zostanie wyemitowana już w niedzielę 28 września o godz. 21:25 w TVP1. Czy Roland poradzi sobie z presją i zdobędzie serce jednej z uczestniczek? Widzowie przekonają się w następnym odcinku.



Muszę przyznać, że bardzo rozumiem Rolanda i jego obawy związane z tym, jak zostanie pokazany w telewizji. Myślę, że stres i niepewność podczas nagrań mogą wpłynąć na zachowanie każdego, zwłaszcza gdy pojawia się świadomość, że setki tysięcy osób będą to później komentować. Nic dziwnego, że Roland czuje presję – przecież to jego życie prywatne, które nagle staje się publiczne. Doceniam jednak jego szczerość i odwagę, bo nie każdy potrafiłby otwarcie mówić o swoich lękach i wątpliwościach.