Nieposkromiona – recenzja dwóch sezonów – Drugs, drugs & rock’n’roll

Zmęczona amerykańskimi kliszami, postanowiłam sięgnąć po coś spoza granic kraju Underwooda. Kto czytał recenzję Domu z papieru, ten wie, że moje zainteresowanie hiszpańskojęzycznymi produkcjami wzrosło. Jednak kolejnemu domostwu, temu z kwiatów, nie podołałam – przerysowanie formy okazało się tam nie do zniesienia. Na szczęście z meksykańskim serialem Nieposkromiona było zupełnie inaczej! Dlaczego?

Run, Forrest, run!

Gdy prezydent Meksyku, Diego Nava, zostaje zabity, Emilia Urquiza, „kobieta, która go stworzyła” staje się uciekinierką i najbardziej poszukiwaną osobą w kraju. Jej wielkie ambicje i plany, by sprowadzić ojczyznę z drogi walki na drogę pokoju, zweryfikują skomplikowane mechanizmy władzy sięgającej dalej niż prezydencka. Tak właśnie rozpoczyna się podróż Pierwszej Damy w najciemniejsze zakamarki narkotykowego państwa.

I to mi się podoba!

Nieposkromiona
Cała prezydencka rodzina na jednym zdjęciu. Mówię Wam, nie ufam tej w złotym.

Jak grzyby po deszczu

Fabularnie będzie trochę banalnie. Emilia otrzyma pomoc od mieszkańców Tepito. To na ich życie negatywnie wpłynęły jej wcześniejsze decyzje. Zmierzy się z realiami świata, który próbowała naprawić, a w efekcie zepsuła. Spotka się z wrogością, zostanie porwana, uratowana (i tak kilka razy) i zmuszona do fałszywych świadectw, by jej porwanym bliskim (w końcu jesteśmy w Meksyku, nagłe zniknięcia to norma) włos z głowy nie spadł, zyska też szacunek (i go straci). Pozna również paru agentów CIA (na służbie lub na emeryturze). Ach, no i pojawi się też giga kartel narkotykowy, tajemniczy jak sami Illuminati! Innymi słowy – będzie się działo. A spiski zaczną wyrastać jak grzyby po deszczu.

Nie zanudzicie się.

Mimo wszystko, ma to coś

Pierwsza Dama okaże się także lepsza w sztuce przetrwania od samego Beara Gryllsa – zresztą, czy Grylls byłby w stanie biegać na szpilkach przez kilka dni? Do tego magicznym trafem wszystkie „ostre” ciuchy z szafy Cheli, Dziwki z Tepito, będą leżeć na Emilii idealnie. Oto nasza kobieta z wyższych sfer zamieni dobrze skrojone stroje na rock’n’rollowy look. Ba, nawet dobierze do tego idealną bieliznę. Ubrana jak buntownicza gwiazda estrady, zawładnie sercem jednego bardzo pomocnego łobuza. Natomiast dzięki całej kilkuosobowej ekipie z Tepito, w tym świetnie zaopatrzonemu w sprzęt komputerowy hakerowi (chłopakowi Cheli, którego ściga… Interpol) oraz licznym zbiegom okoliczności – zdoła także walczyć z kartelami i swoimi prześladowcami.

Nieposkromiona Ana Vargas-West
Poznajcie kolejną ostrą babkę. Ana Vargas-West rządzi biurem prezydenckim. I nie tylko! Do tego nosi albo opięte czerwone kostiumy, albo… lateksowe. Stanowczo stwierdzam, że to nasza fabularna femme fatale!

Rozumiecie już? Do tego serialu trzeba podejść z odpowiednim nastawieniem. Gwarantuję jednak, że jego klimat urzeka i porywa. Nieposkromiona ma to coś. Po prostu.

Między political fiction a telenowelą

Nieposkromiona jest określana mianem dramatu politycznego, jednak w przeciwieństwie do Domu z kart, rozgrywa się poza zamkniętymi gabinetami – na ulicach. Mnóstwo tu intryg, strzelania, szeroko zakrojonych akcji i… nielogiczności. Ponadto relacje między bohaterami zawiązują się szybko – czasami za szybko – ale w tym tkwi właśnie urok tej serii. Albo się zgodzimy na tempo oraz absurdalność ekranowych wydarzeń i skończymy zachwyceni seansem – albo nie i po pierwszych trzech odcinkach uznamy, że straciliśmy czas. Jednak szczerze zachęcam do poskromienia wysokich oczekiwań, by Nieposkromiona mogła przekupić Was swoją prostotą i stylistyką świadomie korzystającą z kiczu. Zróbcie mały test – jeżeli wzdrygniecie się na widok czołówki serialu, to będzie wskazówką, by nie brnąć w niego dalej.

Nieposkromiona to seria w pełni świadoma swoich wad, umiejętnie posługująca się kiczem. Produkcja lawiruje między dramatem politycznym a telenowelą – ale wie, czym jest i się z tym nie kryje. Polecam więc ją każdemu, kto ma ochotę na polityczne guilty pleasure. Nie sposób się przy niej nudzić – zresztą, inaczej nie czekałabym na trzeci sezon.

Ja znalazłam swojego „tasiemca”, a Wy?

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.