Dom kwiatów – wrażenia z pierwszych dwóch odcinków

Rzadko kiedy porzucam zaczęte seriale. Jednak w Domu Kwiatów jest zbyt wiele kwiatków, na które mam alergię. Wierzę, że znajdą się gdzieś amatorzy tej produkcji, ale ja muszę biec po leki na katar i krople do oczu.

 

Po Domu z papieru nastawiona byłam na kolejną zaskakującą podróż w hiszpańskojęzyczny klimat. Zwiastun Domu kwiatów obiecał mi jajcarską czarną komedię osadzoną w Meksyku, pełną stylizowanych na telenowelę dramatów oraz silnie zindywidualizowanych postaci. Tymczasem serial ten nie bardzo wie, czym być i dlatego też trochę się w nim pogubiłam. Do tego zmęczyłam się sztucznością, którą celowo i bez wyczucia przerysowano.

Co się dzieje?

Rodzina de la Mora urządza imprezę urodzinową dla pana domu, Ernesta. Jednak dzień ten burzy samobójstwo jego kochanki, które popełniła w znajdującej się w posiadłości kwiaciarni o nazwie „Dom Kwiatów”. Właścicielka rodzinnego biznesu robi wszystko, by utrzymać dobre imię firmy. Jednak na jaw co chwilę wychodzą nowe sekrety. Tytuł serialu odnosi się bowiem także do tajnego biznesu należącego do Ernesta, jego córki, Pauliny i kochanki, Roberty. Dużo tu tajemnic, które ujrzą światło dzienne…. I dużo tu bohaterów. Innymi słowy, spory tłok.

LCDLF 102 Unit 01259R - Dom kwiatów – wrażenia z pierwszych dwóch odcinków
źródło: Netflix

Apsik!

Paulina to postać, która już w pierwszych minutach zaczęła działać mi na nerwy. Sprawiła, że ten melodyjny hiszpański język stał się… kanciasty? Niełatwy do słuchania! Przeciągnięte końcówki, akcentowanie brzmiące jak wydawanie rozkazu, maniera przyduszania sylab jakby chciało się z nich wycisnąć ostatnie soki… Nie przypominam sobie, by jacykolwiek inni bohaterowie tak silnie mnie irytowali. Paulina przedstawiona została jako osoba dwulicowa, ale i powierniczka ojcowskich sekretów. I przyznam, także przez to nie da się jej lubić.

Uczulenia dostałam również na inne osoby pojawiające się na ekranie. Przykładowo matka rodu ze swoją oszczędną mimiką oraz źle przesuniętą na twarz peruką także nie była wiarygodna, choć zamiast irytować, po prostu sprawiała, że nie uwierzyłam w jej rolę ani przez chwilę. Nie wiem, czy sztuczne włosy wiążą się z dalszą fabułą, lecz nie mam wystarczająco dużo cierpliwości, by odpalić kolejne odcinki i poznać odpowiedź na to pytanie.

LCDLF 101 Unit 01384R - Dom kwiatów – wrażenia z pierwszych dwóch odcinków
źródło: Netflix

Musical?

Pojawiły się tutaj także prezentowane przez bohaterów motywy muzyczne. Pogrzeb z rozśpiewanymi drag queens nie był nawet komiczny. Kiczowaty, a i owszem, słusznie budził pewien dysonans, lecz nie bawił. Wprowadzono też zagadkowy wątek taneczny – oto kochanka ojca rodu tańczyła lepiej od matki. Mało tego, to ona wyszkoliła w tej dziedzinie Paulinę. Dramatyzm sytuacji jednak okazał się zgoła… tragiczny w realizacji.

Było też trochę… troszeczkę o zderzeniu kultur. Zagubiony Amerykanin, narzeczony jednej z córek, próbował zbudować luźną atmosferę i dodać produkcji trochę humoru, ale nie podołał takiemu zadaniu w pojedynkę. Wprowadzono również wątek homoseksualny, lecz dosyć po łebkach. Niezwykle prędko jeden z bohaterów postanawia o nagłym „wyjściu z szafy” – tak, pogrzeb księgowej-kochanki jego ojca, prowadzącej tajny kabaretowy dom drag queens to świetny moment na takie akcje!

Za mało kwiatów, za dużo kwiatków

Liczyłam, że w tym Domu kwiatów więcej będzie też samych kwiatów, nie tzw. kwiatków, które zaburzą odbiór serialu. Niejednokrotnie to strona wizualna produkcji potrafiła przekonać mnie do pozostania przed ekranem, jak np. w przypadku The Rain.  A tymczasem tutaj… mało było nawet samych roślinek. Bardzo mocno nasycone kolory zdominowały niejedną scenę, męcząc zarazem wzrok.

LCDLF 102 Unit 00537R - Dom kwiatów – wrażenia z pierwszych dwóch odcinków
źródło: Netflix

Poddałam się po pierwszych dwóch odcinkach. Skończyłam z alergią i niechęcią, choć byłam nastawiona na przyjemne pastiszowe kino. Produkcja ta zupełnie do mnie nie trafiła, lecz dużą w tym rolę odegrały dwie wspominane postaci. Intryga nakreślona w tle także nie przykuwała do ekranu. Może miałam zły dzień. A może rzeczywiście to ten serial jest zły? Spróbujcie go sami! Nie wierzcie mi na słowo i przekonajcie się.

Dodaj komentarz

avatar